film, Kultura

Kim jest ta dziewczyna?

Sypia pod rozgwieżdżonym niebem, ma talent do ręcznych robótek, poziom empatii sięgający wierzchołków sekwoi i ogon zakończony strzałką. Zgadniecie?

Imię i nazwisko: Molly Potworowska. Miejsce zamieszkania: Potworowo. Imiona rodziców: Etna i Popocatepetl. Cechy szczególne: żółto – zielone ubarwienie, czerwona gwiazda na brzuszku i stercząca na czubku głowy kokarda. Przygoda to jej drugie imię – nie boi się niczego, na wszystko i wszystkich znajdzie sposób. W imię dobrej sprawy, zrobi po swojemu i posłucha swojej intuicji, a nie studzących zapał: rodziców, wujków czy nawet najwierniejszego przyjaciela.

Już 24 lutego, odbędzie się premiera najnowszego filmu z jej udziałem pt. „Wielka wyprawa Molly”. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy wyruszyć do kin, zapoznajcie się z 5 argumentami za. A nawet bardziej niż za.

Po pierwsze: Bo Molly to najlepsza siostra na świecie.

A myślicie, że ta, pieczołowicie dziergana, czapa z pomponem to dla kogo? Dla „sami-wiecie-kogo”, jak mama i tata nazywają przyszłe rodzeństwo Molly.

Jajo zniosła mama, a wysiedzieć je musi, zgodnie z tradycją, tato. To oznacza, że rodzice są mocno zaangażowani w proces wylęgu drugiego dziecka i czasem umyka im fakt, że jest przecież jeszcze to pierwsze, czyli dojrzała ponad wiek, troskliwa ale też wrażliwa Molly. Ale spokojnie, w końcu to do nich dotrze, już ich rezolutna córeczka o to zadba.

Po drugie: Bo Edison i jego błyskotliwe poczucie humoru zasługują na pełną widownię.

Narzekacz, pieniacz, konformista? Trochę tak, ale ileż w tym wszystkim wdzięku i rozmachu, ileż sprytu i ujmującego sarkazmu. Nie bez powodu, twórcy animacji wybrali popisowy numer nakręconej zabawki, o imieniu Edison, na otwarcie filmu. Być może kolejnym pomysłem scenarzystów, powinien być musical z Edisonem w roli głównej? Tak tylko gdybamy.

Po trzecie: Bo Bach i Trach.

Dwaj bracia, którzy żyć ze sobą nie mogą ale, bez siebie jest im jeszcze gorzej. Najgorzej! Wspólnie obsługują kolejkę linową nad wąwozem, a więc pracę mają raczej z tych stresujących i może właśnie dlatego, wykłócają się o każdy drobiazg. Ale kiedy się na chwilę rozstaną, dotrze do nich, że nie ma to jak rodzeństwo.

Po czwarte: Bo każdy czasem powinien spotkać się ze Smyraczami.

Zwłaszcza w zimowe poranki, kiedy nic, zupełnie nic nie sprzyja spotkaniom, wyjściom i wielkim czynom. Ci czerwononosi smyracze, pomogą zdystansować się do problemów dnia codziennego, do złych nawyków i toksycznych emocji, propagując wesołą ideę łaskotek. Popieramy i wszystkim serdecznie polecamy tę metodę.

Po piąte: Bo do odważnych świat należy.

I tu się nic nie zmienia. Tak nam powtarzały babcie i tego się trzymamy. Chcemy na wszelkie sposoby zachęcać nasze dzieci do eksplorowania świata, podejmowania wyzwań i nie przejmowania się trudnościami. Tak jak to robi Molly.

I po szóste – bo naprawdę trudno zamknąć wszystkie plusy filmu w pięciu skromnych punktach – MUZYKA.

Kompozycje Anette Focks, która zasłynęła ścieżką dźwiękowa do filmów takich jak „Nocny pociąg do Lizbony” czy „Wicher”, są kojące ale kiedy trzeba – potęgują atmosferę strachu lub śmiechu. Piosenka, którą Molly uspokaja płaczącego Niipa, zostaje w głowie na długo, a bardziej wrażliwych maluchów dopatrzymy się łezki wzruszenia. Piękne!

 

Z tych wszystkich powodów, już nie możemy doczekać się premiery. „Wielka wyprawa Molly” od 24. lutego w kinach. Zobaczcie koniecznie!

Leave a comment 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama