Czas wolny, Pomysł na podróż

Japonia z trójką dzieci w 10 dni

Japonia, można z dzieckiem? Można. Można z trójką? Czemu nie... Ola ma rodzinną tradycję – w okolicach urodzin wyrusza w podróż. Tym razem padło na Kraj Kwitnącej Wiśni. Zobaczcie, jak w 10 dni wycisnąć z Japonii tyle, ile się da!

Daleko, owszem, ale co zrobić, jeśli ten wyspiarski kraj jest dla wielu na liście absolutnych podróżniczych must see? Kraj kontrastów, zderzenia kultur. Szybkich pociągów i chanoyu –niespiesznego celebrowania i parzenia herbaty. Tradycyjnych strojów gejsz i stylówek wyjętych z komiksów i kreskówek. Zanurzyć się w tej kulturze, otworzyć na nowe, posmakować, a  czasem i rozczarować – warto! Ola, opowiedz w skrócie o waszym wyjeździe: co chwyciło za serce, co wspominacie najmocniej.

 

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

DOKĄD

Tym razem była to Japonia, o której marzyliśmy wszyscy, no, prawie wszyscy, bo zabraliśmy trójkę naszych dzieci: 15-letnią Julię, 8-letnią Hanię i 10-miesięcznego Leo. W domu pod opieką cioci i jej przyjaciół (za co im wszystkim dziękujemy) został nasz pies Charlie. Bardzo chcieliśmy trafić w sakurę, ale nasz wyjazd musiał być dopasowany do egzaminów gimnazjalnych Julii, wyjechaliśmy dokładnie dzień po ostatnim z nich. Na podróż mieliśmy tylko 10 dni.

 

TRANSPORT

Podróż rozpoczęliśmy na krakowskim lotnisku i docelowo przesiedliśmy się w Warszawie. Po 10-godzinnym locie wylądowaliśmy na lotnisku Narita, skąd pociągiem Narita Express dotarliśmy do Tokio, a następnie Shinkansenem do Kioto. Po Japonii poruszaliśmy się pociągami, czasem metrem. Transport  zorganizowany jest wzorowo. Zawsze punktualnie i czyściutko. Dla dzieci przejażdżka była atrakcją, szybkość pociągu, nieodczuwalna wewnątrz, robiła wrażenie, a Leo czas spędzony w pociągach wykorzystywał na przytulanki i inne czułości, których pozbawiony był w wózeczku podczas naszych wędrówek. Oprócz Kioto i Tokio odwiedziliśmy też Narę, Osakę i Nikkō.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

POGODA NA MIEJSCU

Pogodę mieliśmy ciepłą, wiosenną, jeden dzień upałów i jeden ulewnych deszczów od rana do wieczora. Klimat tego regionu bardzo sprzyjał dobrej formie naszej serduszkowej córki, pełnej energii i sił witalnych.

 

 

MIESZKANIE

Podróż rozpoczęliśmy od Kioto. Chcąc poczuć atmosferę miasta, wybraliśmy tradycyjny ryokan. To było moje marzenie. Apartament był przestronny i pięknie wyposażony. Zawierał miniogródek, spaliśmy na futonach, co szczególnie mocno docenił nasz pełzający dziesięciomiesięczny Leo. Na noc zasuwaliśmy drzwi i z jednej całości wyodrębnialiśmy dwie sypialnie. Mieliśmy możliwość samodzielnego przygotowania części posiłków, co podczas podróżowania z dziećmi dużo ułatwia. W Tokio zatrzymaliśmy się w hotelu położnym nieopodal Tokyo Tower i wykupiliśmy śniadania.

 

 

CO ZABRAĆ?

Ubrania dostosowane do pory roku i zaplanowanych wycieczek. Z lektury blogów podróżniczych wiedziałam, że warto zabrać pampersy, na wszelki wypadek spakowałam też gotowe jedzenie dla naszego maluszka, nie chciałam tracić czasu na nerwowe poszukiwania rzeczy niezbędnych.

 

TOP 5 ZACHWYTÓW

Po pierwsze: Kioto, Wzgórza Arashiyama – spędziliśmy tam cały dzień na spacerach po ogrodzie, lesie bambusowym, minipikniku przy rzece, to był piękny początek podróży.

Po drugie: serdeczność mieszkańców. Zawsze mili, uśmiechnięci  i chętni do pomocy. Po trzecie: Kioto, Gion – atmosfera tej starej dzielnicy miasta, pełnej tradycji, papierowych lampionów, gejsz chroniących się przed aparatem turystów, przemykających bardzo wąskimi uliczkami i znikającymi w nastrojowych herbaciarniach.

Pozostałe dwa – dla Hani największą niespodzianką był lunch w muminkowej kawiarni i odkrycie, że Japończycy kochają Muminki tak samo jak ona, a Julia przepadła w Tokio.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

TOP 5 RAD

Przygotujcie się do wyjazdu i to starannie. Ja przygotowałam plan na Kioto i okolice, a na Tokio pobieżnie. Efekt? Bardzo chciałam udać się do Muzeum Ghibli, zwłaszcza że Hania na dwa dni przed naszym wylotem była na wycieczce w studiu filmów rysunkowych w Bielsku-Białej, a nie doczytałam, że bilety zamawia się z dużym wyprzedzeniem! W zamian za to chcieliśmy zorganizować sobie piknik w ogrodach cesarskich w Tokio i okazało się, że właśnie tego dnia były… niedostępne. 

Jeśli planujecie przemieszczać się po Japonii, konieczne wcześniej zamówcie JR Pass – bilet uprawniający do nielimitowanego poruszania się koleją w Japonii. To duża oszczędność i wygoda. 

40 minut po wyjeździe shinkansena z Tokio w kierunku Kioto wypatrujcie Fuji, nie przegapcie! Kupcie też Internet od razu na lotnisku, przynajmniej na jeden telefon. Ten hotelowy i z miejsc publicznych nie wystarczy. No i Google Maps najlepszym przyjacielem turysty!

Odpuśćcie i nie stresujcie się niewykonaniem planu. Japonia i tak czymś zaskoczy i zachwyci, a zawsze wyjedziemy z uczuciem niedosytu. Od razu po powrocie z wyprzedzeniem rezerwujcie kolejny wyjazd.

 

 

CZEGO SIĘ NAUCZYLIŚMY

Dziewczyny nauczyły się wreszcie jeść sushi, nawet zamówiły od razu po powrocie do domu! Nowych smaków uczył się też Leo. Ja posmakowałam matchę. To był pierwszy wyjazd, do którego sama przygotowywała się Hania, więc już na starcie miała podstawową wiedzę, a czasem nas zaskakiwała (tylko ona przeczytała „Banzai. Japonia dla dociekliwych”). Wszyscy musieliśmy przyjąć nowy rytm dnia, szczególnie mocno odczuwany przez naszego Leo, i wynagrodzić małemu trudy podróży tak, by i nam było łatwiej, ale czy się tego nauczyliśmy? Nie jestem przekonana, biorąc pod uwagę, że tych kilka linijek piszę już parę godzin z przerwami na wezwania zbuntowanego niemowlaka (śmiech).

 

CENY NA MIEJSCU

Wyjazd do Japonii tani nie jest. Jednak moim zdaniem poza lotem i mieszkaniem najdroższa jest komunikacja. Jeśli chodzi o jedzenie, staramy się nie przeliczać. Zakupy w 7-Eleven czy Family Market to normalna opcja, w restauracjach porcje są duże, właściwie wszystkie nasze posiłki stawały się wspólne, każdy kosztował wszystkiego. Wstępy dla całej rodziny tanie nie są, a nasza Karta Wielkiej Rodziny nie jest honorowana. Przykładowo wstęp do Zamku Himeji to około 2600 jenów ( 90 zł) za osobę. Na szczęście Hania w wielu miejscach miała zniżkę, a Leo nie płacił.

見るために, czyli do zobaczenia, apetyt na Japonię zaostrzony!

*

zdjęcia: Ola Milejska Lekki

opracowała: Kasia Karaim

Leave a comment 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama