do czytania, Sztuka

Ja wielkolud, ty kruszynka

Są takie poranki, kiedy budzik śpi, a dzieci już nie. Mogłabym spać z budzikiem, ale dzieci moje zdania są innego. Tak właśnie zaczął się nam wczorajszy dzień. Sięgnęliśmy więc po książkę.

Oni mali, ja duża. Oni ranne ptaszki, ja nocny zwierz. Oni gotowi na nowe wyzwania, ja nie mogę się odkleić od snu. Nasze wspólne życie bywa pasmem zderzeń. Oni się nie spieszą, skoro wyprzedzili czas, ja też nie muszę, otwieramy książkę „Ja wielkolud, ty kruszynka” Lilli L’Arronge i wchodzimy w opowieść o nas samych. Uroczą do granic możliwości.

Dwie łasice, mała i duża, żyją razem, jak to tylko duży z małym żyć może. Jak? W full wersji. W pełnym przekroju sytuacji, postaw, emocji i uczuć. Od świtu do nocy, od nocy do świtu. Razem się bawią, razem jedzą, trudzą, złoszczą, płaczą, śmieją się i kochają. Wypisz wymaluj – mój i twój dom. Na każdej stronie uroczy rysunek. Każdy rysunek opisany jednozdaniowym komentarzem. Niewiele, a świat ten tytuł pokochał i jestem pewna, że po wydaniu książki przez Wytwórnię, my też się nie oprzemy. Dlaczego? Bo od pierwszej strony jest nam, dużym i małym, bliska. Bo jest o nas, o moich i twoich dzieciach, o mnie i o tobie, o sytuacjach i emocjach, w których codziennie mamy swój udział. My dzięki naszym dzieciom. Nasze dzieci dzięki nam. O tym naszym wspólnym losie, mieniącym się wieloma barwami, opowiada nam duża łasica. Mama albo tata. Wielkolud.

Lektura odbyła się w trzech aktach. Akt pierwszy: zaskoczenie. Myślałam, że Gustaw, prawie już sześcioletni, książkę przyjmie z przymrużeniem oka starszaka. Nieprawda! Spodobała mu się natychmiast, a potem uznał, że spodoba się każdemu. To czteroletnia Marianna z lekkim wyrzutem stwierdziła, że książka nie ma rozdziałów – cóż, przywykła dziewczyna do długich fabuł, ale Gucio miał rację, książka spodobała się i jej. Urzekła też Nadię i Gaję, i ich mamę Malwinę, co możecie zobaczyć na zdjęciach z ich wspólnej lektury.

Akt drugi: emocje. Śmiechu łasice dostarczyły nam wiele. Na świecie, ja i moje kruszynki, musimy wywoływać fale radości. Jaka to miła myśl przed siódmą rano! Było i trochę smutku, i żalu nad niesprawiedliwością świata, kiedy duża łasica dostaje mały prezent, a mała wielkie prezenty. Skończyło się dogłębną analizą, co komu przyniósł Mikołaj i tu, książka oparta przecież niejako na faktach, przyczyniła się do tego, że niektóre ich prezenty stały się już naszymi wspólnymi. Były wzruszenia i wyznania, które zostawię dla siebie, powiem tylko, że nie ma takiego snu, który wolałabym śnić.

Jeśli myślicie, że tylko moje dzieci dały się porwać w emocjonalny wir, śpieszę wyprowadzić was z błędu. To, co zrobiła autorka tej skromnej, acz wielkiej książeczki jest fantastyczne – dała nam możliwość spojrzenia na życiową rutynę z dystansu. Wcisnęła pauzę, wszystko wyczyściła i wsadziła pod lupę. Na mnie wysypała kolorowe konfetti, pogłaskała po głowie, przybiła piątkę i puściła oko. Dziewczyno! – mogę tak powiedzieć, jesteśmy rówieśniczkami – jak ja cię za to lubię!

Akt trzeci: mama, przeczytaj jeszcze raz. Trudno o lepszą rekomendację. Książkę przeczytaliśmy trzy razy przed samym tylko śniadaniem.

PS Nie mogłam usiąść do pisania tej recenzji, bo Gustaw nie mógł usnąć. Mama, ty wielkolud, ja kruszynka? zapytał, robiąc mi miejsce u siebie w łóżku. Fajnie nam razem w życiu. Może jutro pośpimy dłużej…

„Ja wielkolud ty kruszynka” Lilli L’Arronge, przekład: Maria Kwiatkowska, Wydawnictwo Wytwórnia. 

*

Tekst: Paulina Filipowicz

Zdjęcia: Malwina/@nanuszka.pl

Ubranka: Oh mess

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama