Kultura, teatr

Indianka

Rozmowa z Justyną Sobczyk

Improwizacjami stwarzamy spektakl – mówi Justyna Sobczyk. To będzie opowieść o tworzeniu niezwykłego, krótkotrwałego świata spektaklu. Justyna z mocą i fantazją prowadzi Teatr 21, którego trzon stanowią osoby z autyzmem i zespołem Downa. W najnowszym spektaklu „Indianie” dwadzieścioro aktorów urządza sobie zabawę w kowbojów i Indian na Dzikim Zachodzie, ale strzelanina i kryjówki, to tylko pretekst do tematu przyjaźni, akceptacji, działania w grupie, dawania szans i odpowiedzialności wobec przyrody. Czarny, zmontowany z puchowych kurtek wąż to zło zmaterializowane, które wspólnymi siłami można bez trudu rozmontować. Pomagają w tym dzieci z widowni i to jest właśnie, zdaniem Justyny, najpiękniejsze, co mogło się temu spektaklowi przydarzyć. Aktorzy i widzowie spotkali się ze sobą.

Posłuchajcie, jak tworzy się tak spójne i poruszające przedsięwzięcie i jak w natłoku zajęć zorganizować sobie czas na bycie z dziećmi i odpoczynek.

***

Kostiumy, scenografia, muzyka – wszystko jest w „Indianach” przemyślaną całością. Jak to zrobić, żeby wszystkie elementy spektaklu tak zgodnie ze sobą żyły, tak czysto grały, a przy tym nie odwracały uwagi od aktorów?

Dziękuję w imieniu pozostałych twórców Teatru 21. Spójność jest dla nas ważną jakością w teatrze. Bardzo ważne jest dla mnie, żeby artyści współtworzący przedstawienie, czuli wolność i przestrzeń dla siebie, ale z drugiej strony nie przywiązywali się do nich.

spektakl „Klauni czyli o rodzinie”, fot. Grzegorz Press

 

Co przez to rozumiesz?

Spektakl jest przestrzenią współdziałania, jest efektem tego, że grupa ludzi doszła do porozumienia, że się udało im dogadać. Stworzenie spektaklu to niezła okazja do pracy z „ego”, bo w spektaklu nie chodzi według mnie o to, żeby „moje” było na wierzchu, ale żeby właśnie widz miał poczucie spójności, tzn. przestrzeni, w której spotykają się różne elementy, w tym aktorzy i publiczność. Oni są współtwórcami tego umownego, krótko trwającego świata.

Doprowadzenie do premiery to wielkie szczęście. To znak, że coś wspólnego udało się zrobić.

fot. Grzegorz Press

fot. Grzegorz Press

fot. Grzegorz Press

fot. Grzegorz Press

 

Czy twoi aktorzy zawsze występują w zaplanowany, przećwiczony na próbach, sposób czy częściej improwizują?

Improwizacjami stwarzamy spektakl. Przedstawienie powstaje w procesie wielomiesięcznej pracy, na początku której jest temat. Tekst spektaklu- scenariusz powstaje na końcu, tuż przed premierą. Każdy nasz spektakl ma jednak swoją strukturę, a aktorzy są za tę strukturę odpowiedzialni.

Oczywiście zawsze zostawiamy miejsce na improwizacje, na dialog z widzem. W naszych przedstawieniach ta relacja jest bardzo ważna. Aktorzy określają widownię jako najbliższą rodzinę – to jedna z najważniejszych myśli aktorów (można poczytać o tym w książce „21 myśli o teatrze„). Zatem kiedy widzowie żywo reagują, to aktorzy z chęcią wchodzą z nimi w dialog. Aktorzy Teatru 21 są mistrzami improwizacji, lubią przedłużać swoje ulubione sceny, ale także potrafią dzięki lekkości improwizacji wyjść z impasu, kiedy np. zawiedzie technika.

A jak radzą sobie ze stresem i tremą?

Muszę przyznać, ze aktorzy Teatru 21 powinni prowadzić warsztaty z tego zakresu, bo w naszym zespole nie mamy raczej problemu z tremą czy strachem przed wyjściem na scenę. Przed spektaklem mamy swoje rytuały: aktorzy słuchają muzyki, mają czas na bycie z sobą, na pobycie w sali, w scenografii spektaklu. Zawsze robimy rozgrzewkę, która wzmaga uważność na innych aktorów, rozluźnia ciało. Wchodząc na scenę, życzę aktorom, żeby się spotkali, co oznacza, żeby grali z sobą i dla widza. Koniecznym elementem jest tzw. rozgrzewka serca, czyli energiczne wykonywanie okrężnych ruchów na klatce piersiowej. Chodzi o to, żeby grać z miłością. Na koniec rozgrzewki każdy przebija każdemu „piątkę” i mówi „do zobaczenia na scenie”. Rozchodzą się na swoje miejsca i czekają na widza.

fot. Grezgorz Press

 

Jak budowałaś zespół aktorów? 

Niemalże wszyscy aktorzy są uczniami jednej z warszawskich szkół Zespołu Szkół Dać Szansę na warszawskim Mokotowie. Prowadziłam tam przez parę lat zajęcia teatralne. Większość zespołu jest w teatrze od samego początku. Oczywiście, w międzyczasie,doszli kolejni aktorzy, ale to zaledwie parę osób. W tym momencie mamy duży zespół 17 aktorów.

Czytałam ciekawą historię o tym, jak Emilia Rajka, jedna z aktorek, dołączyła do zespołu.  

Podczas castingu do spektaklu rozpoznałam w niej dziewczynkę, którą widziałam przed 10 laty – wtedy Emilka bawiła się i tańczyła z Mają, która obecnie też jest w naszym teatrze. Obraz dwóch małych dziewczynek, w tym jednej z zespołem Downa, bawiących się razem, zwrócił moją uwagę. Pamiętam jak na nie patrzyłam, jak ten moment mnie dotknął. Zapatrzyłam się w nie. Pomyślałam, że w dzieciństwie to takie oczywiste, lekkie, że nie ma różnic, że jest po prostu przyjaźń dwóch dziewczynek. I po 12 latach Emilia – warszawska licealistka – przychodzi do Instytutu Teatralnego  i mówi, ze chce dołączyć do zespołu. Że tu gra jej przyjaciółka z dzieciństwa.

Na zakończenie spektaklu aktorzy wraz z widzami wspólnie wykonują piosenkę „Ziemia moim ciałem, woda moją krwią…”. Rytm i tekst rezonowały mi w głowie jeszcze długo po spektaklu. Zastanawia mnie, czy jesteś optymistką w kwestii przyrody, jakości powietrza, budowania świadomości tego, że coraz bardziej oddalamy się od natury?

Mam świadomość tego, że oddalamy się od siebie: ludzie i przyroda, ale widzę też, jak bardzo jej potrzebujemy, tęsknimy za nią, uciekamy w nią. Nie wiem, czy jestem optymistką w tej kwestii, chyba nie. Czuję, ze żyjemy na ziemi w sposób bardzo skoncentrowany na swoich potrzebach, z mocno zawężonym obrazem. Lubię, jak ludzie w swojej pracy starają się ten obraz poszerzyć, mnie na tym w teatrze bardzo zależy. Lubię tę piosenkę. Wierzę w takie krótkie chwile, kiedy wspólny śpiew – dorosłych i dzieci sprawia, że łatwiej ten przekaz do nas dociera. Ziemia jest naszym ciałem, woda naszą krwią, powietrze oddechem, a ogień siłą – to proste. My potrzebujemy przyrody, ale ona też potrzebuje nas.

Zorganizowanie warsztatów w Nowym Teatrze to był dla mnie sygnał, że myślisz o spektaklu jako o większej całości, ale też wydarzeniu, do którego dobrze jest się przygotować. 

Bardzo się cieszę, że widzisz warsztaty i spektakl jako całość. To dla mnie ogromnie ważne. Warsztaty, których tematyka była osadzona w spektaklu, pozwalały na spotkania z najmłodszymi widzami i zdobycie wiedzy o tym, co dzieci wiedzą o Indianach, jak bliskie są im indiańskie zabawy i rytuały. Dla nas to był czas, kiedy odkrywaliśmy to pole wspólnie: sprawdzaliśmy, jak rozmaite działania z prób funkcjonują w pracy z dziećmi i odwrotnie: jak propozycje dzieci z warsztatów, mogą wejść w strukturę spektaklu. Czas na spotkanie z dziećmi – widzami, w trakcie pracy nad spektaklem, daje twórcy wiele podpowiedzi, jak spektakl prowadzić, rozwijać, włączać elementy i sytuacje, które dzieci lubią. Dzięki warsztatom wiedzieliśmy, żeby nie obawiać się zaproszenia dzieci na scenę i włączenia ich w spektakl.

 

 

Czy w poprzednich realizacjach warsztaty odgrywały równie ważną rolę co w przypadku „Indian”?

Tak, dzieci pomagały nam również zrobić spektakl „Ojczyzna” w Teatrze Polskim w Poznaniu. Po warsztacie odkryliśmy, że klocki, z których aktorzy budują ojczyznę, na końcu, muszą trafić do ludzi siedzących na widowni. Bo Ojczyzna to My. Ten właśnie pomysł wprowadziliśmy dzięki spotkaniu z dziećmi i ten spektakl również kończy się wspólną piosenką. To buduje sytuację o wiele szerszą niż sama scena. Uwielbiam te momenty, kiedy aktorzy z widzami naprawdę są w kontakcie! Szukam takich sytuacji w teatrze.

Trudno Cię złapać – kursujesz między Krakowem i Warszawą, dużo pracujesz. Masz trochę czasu dla siebie?

Staram się taki czas mieć, potrzebuję go! Ale też moi bliscy takiego wspólnego czasu ze mną potrzebują. I całe szczęście! W związku z tym, że tak trudno znaleźć mi miejsce na wolny czas od pracy, sama robię miejsce w kalendarzu. Zauważyłam, że jeśli potraktuje się tę sprawę równie poważnie jak pracę, to jest możliwe i odpoczywanie, i pracowanie. Mam szczęście, że moja praca dodaje mi siły, jest dla mnie polem wielkich inspiracji, niesamowitych spotkań i odkryć. Dlatego odpoczywam i regeneruję siły nawet w małych, codziennych sytuacjach. Przykładowo: czas na długie leniwe śniadanie działa na mnie bardzo regenerująco!

W jaki sposób doświadczenie macierzyństwa wpływa na reżyserowanie? I odwrotnie. Jakie to są dla Ciebie emocje, co pomaga, a co przeszkadza?

Macierzyństwo daje szansę na bycie blisko z dzieckiem – drugim człowiekiem, na praktykowanie z nim wspólnej codzienności, w której dwie strony mają swoje, często odmienne potrzeby. Próba łączenia tego z szacunkiem dla siebie, jest dla mnie wyzwaniem. Mam wrażenie, że uczę się tego i w domu, i w teatrze, szukam odpowiedzi na pytanie jak wspólnie żyć, szanując siebie wzajemnie i nie wykorzystując swojej pozycji. W domu- ja Mama, ja wiem- ja decyduję, a w teatrze- ja Reżyser: ja wiem, ja decyduję.

Oba pola – dom i praca – zasilają się mocno i z wzajemnością. Moje dzieci są dla mnie wielką inspiracją, miłością i wyzwaniem!

***

Spektakl „Indianie” jest wspólną produkcją Nowego Teatru i Teatru 21.

Rozmawiała: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama


Warto przeczytać