Czas wolny, inspiracje

Historia jednego popołudnia

Bywają takie popołudnia, kiedy stajemy na chwilę, odwracamy głowę do tyłu i ten obrazek, który mamy przed oczami nazywamy szczęściem.

Takie kadry pewnie widujecie w swoich domach na co dzień, trzeba tylko się zatrzymać i pstryknąć zdjęcie – albo oczami, albo migawką aparatu. W obu dziedzinach ekspertką jest Lidka Dzwolak, zaprzyjaźniona z naszą redakcją fotografka, która udała się do rzeźbiarki i twórczyni kilimów Marty Cierluk w odwiedziny i tam złapała nastrój rodzinnego, niespiesznego popołudnia. Zobaczcie to czułymi oczami Lidki i przeczytajcie rozmowę z Martą o celebrowaniu codzienności.

*

Jak spędziliście popołudnie?

To nie był zwyczajny dzień. Gucio nie poszedł do przedszkola, a Paweł nie poszedł do pracy.

Ty też zostałaś w domu.

Ja od tygodnia robiłam generalne porządki, a właściwie to małą rewolucję w domu, jak mówi Paweł (śmiech). Nie codziennie w końcu odwiedza nas Lidka z aparatem i nie codziennie my i nasz dom mamy być bohaterami artykułu (śmiech). Kiedy przyjechała Lidka byliśmy jeszcze w powijakach, z górą książek na środku pokoju, z lekko przeziębionym i nieskorym do współpracy Guciem. O dziwo, dopiero wizyta z tatą u lekarza wprawiła go w dobry humor i ostatecznie dał się namówić na zdjęcia oraz zabawę.

 

 

Co robiliście?

Tego dnia postanowiliśmy wyruszyć w przeszłość i otworzyliśmy albumy ze starymi zdjęciami. Kiedyś już tego próbowaliśmy, ale Gucio był zdecydowanie za mały i nie miał w sobie gotowości by skupić wzrok na fotografiach. Uznaliśmy, że dziś może być ten dzień. To mi się właśnie w macierzyństwie najbardziej podoba – moment, kiedy widzisz, że twoje dziecko jest na coś  gotowe. Cieszy mnie to, że u naszego prawie 3-latka jest ich coraz więcej.

Opowiedz więcej o Guciu.

To chłopiec zapatrzony w pojazdy, więc wszystko kręci się wokół nich. Jeśli bajki to ,,Auta” i wozy strażackie, jeśli zabawa – to klocki Lego i resoraki, wyścigi i akcje ratunkowe. Jeśli książki to również o samochodach. Ba, Gucio nawet zasypia przytulając samochody! Ale poza nimi ma jeszcze jedną miłość i są nią koty. W naszym domu króluje jednak amstafka Lena, która w ciągu tych 3 lat bardzo spokorniała. Wspólnie potrafią się doskonale bawić. Niebezpiecznie robi się dopiero gdy zaczynają osiągać zawrotne prędkości goniąc się wokół stołu.

Jak zwykle spędzacie wspólny czas?

Bawimy się i odpoczywamy po zabawach (śmiech). Najczęściej budujemy tor wyścigowy dla samochodów, chociażby z kostek domina lub innych klocków, stawiamy remizę strażacką, gasimy pożary i insceniujemy różnych innych wypadków i akcji ratunkowych. Robimy też rodeo, czyli jazdę na grzbiecie mamy lub taty (śmiech). Oprócz tego Gucio uwielbia fiksy i podrzuty, bujanie i kręcenie oraz inne kaskaderskie sztuczki. Tego dnia, gdy odwiedziłą nas Lidka, po zabawie zapodałam deser złożony z mojego urodzinowego ciasta i cynamonek. Gucio z zasady w domu nie śpi, ale po tym intensywnym przedpołudniu pełnym wrażeń nie oparł się drzemce, a my z Lidką miałyśmy chwilę na rozmowę, wypicie herbaty i przygotowanie obiadu. W planie były naleśniki!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kiedy najczęściej udaje wam się pobyć tak leniwie, po swojemu razem? Bez obowiązków, planów i napinki? 

Standardowo jest to weekend. Jedziemy wtedy do lasu lub na jakąś wyprawę i to jest czas dla nas. Nie mamy niczego innego w planach, nie spinamy się, po prostu my i zadbanie o nasze podstawowe potrzeby, czyli pożywienie i tyle. W ogóle to pozmieniało się u nas dużo od kiedy Gucio chodzi do przedszkola. Pół roku temu nie sądziłam, że będę myśleć w ten sposób, ale dziś jestem w stanie głosić peany na temat tej instytucji (śmiech). Wejście w taką rutynę okazało się zbawienne dla naszej rodziny, ale też dla mnie, czuję się z nią dobrze, chociaż  zawsze broniłam się przed narzuconymi systemami, zazwyczaj było mi niewygodnie w szkole, w pracy etatowej.

Czym zajmuje się tato Gucia? 

Paweł pracuje w firmie reklamowej, ale całym sobą jest muzykiem. Gra na różnych instrumentach, kolekcjonuje je, czyta, słucha, wie co się dzieje na scenie muzycznej w Polsce i za granicą. Z kolegami z Olsztyna założyli zespół Parampampam Trio, grają muzykę improwizowaną m.in. do niemych filmów, a obok tego angażuje się w różne inne projekty muzyczne: duety, występy gościnne, prowadził audycję z polską muzyką alternatywną w lokalnym radiu. Zajmuje się też oprawą wizualną w zespole, tworzy wizualizacje, klipy, okładki do wydawnictw Parampampam Trio. Ha, powstała nawet niezależna wytwórnia Głowa Konia Nagrania. Jednym słowem król DIY (śmiech).

 

Od jak dawna mieszkacie w tym pięknym miejscu?

Mieszkamy w Kętrzynie, małym mieście na Mazurach, w kamienicy z początku XX wieku z piękną drewnianą werandą. Wychodząc z domu z jednej strony jest ścisłe centrum miasta, a z drugiej miejskie jezioro. Paweł mieszkał tutaj ze swoimi rodzicami i bratem. Mieszkanie dostosowaliśmy do naszych potrzeb, a prawda jest taka, że kiedy weszłam tu pierwszy raz od razu wiedziałam jak to zrobić, więc zwyczajnie właściwie dostosowałam je do siebie. Głupio mi, ale ostatecznie Paweł jest zadowolony (śmiech), co sprawdzam od czasu do czasu, pytając wprost. Kocham wnętrza i przestrzeń, kocham je przekształcać, zmieniać, tak aby wyciągnąć ich walory, tak żeby nie przesadzić, nie zaszkodzić wnętrzu.

Skąd macie te piękne meble, regały?

Właściwie całe wyposażenie tego mieszkania zrobiliśmy sami, tuż przed narodzinami Gucia. To była taka walka z czasem. Tuż przed porodem udało mi się ogarnąć korytarz i byłam już spokojna i gotowa. Szafki w kuchni i łazience rysowałam w Corelu, Paweł wycinał je w pracy, potem skręcanie i długie poziomowanie – niwelowanie efektu krzywych podłóg. Pawłowi należy się medal za cierpliwość (śmiech). Pozostałe sprzęty to 100% recyklingu, np. półki w ,,salonie” to deski z antresoli, którą rozmontowaliśmy, drzwi dostaliśmy od kolegi muzyka, on wymieniał na nowe, a ja chciałam stare. Pamiętam, że nie wierzył, że mogą wyglądać dobrze i że ktoś może ich pragnąć (śmiech). Szafka pod adapter jest z mieszkania babci, stół pod komputer z altanki dziadka, krzesła zbierane przez lata, kredens ze szkolnego strychu itd. Działam na zasadzie idee fix – mam wizję, którą chcę osiągnąć bez żadnych kompromisów.

Zauważym, że macie sporo oldskulowych poradników dla majsterkowiczów. Czy udało wam się sklecić coś własnoręcznie korzystając  z tych książek?

Z poradników tak naprawdę nie korzystaliśmy, należą do naszej kolekcji książek. One również, tak jak przedmioty, są nitkami łączącymi mnie z rodziną. Mój dziadek kochał ziemię, odczuwał  tęsknotę za posiadaniem jej. Był zapalonym działkowcem, ale i pszczelarzem, stąd takie kultowe pozycje na naszych półkach jak ,,Poradnik działkowca”, ,,W domu własnym przemysłem”, ,,Lubię majsterkować”, ,,Zamiast szukać stolarza zrób to sam”. Po mojej babci, która zajmowała się szyciem, mam piękne wydania książek z wykrojami z oldskulowymi ilustracjami z lat 50. Uświadomiłam sobie, że tymi przedmiotami, które tak pieczołowicie gromadz,ę opowiedziałabym historię życia moich dziadków.

 

 

Zauważyłąm na twoim Instagramie, że wróciłaś do rzeźbienia. 

Od prawie roku mentalnie i fizycznie robię przestrzeń na rzeczy, które chcę tworzyć. Dlatego pojawiła się u mnie znów rzeźba, portret, po uprzątnięciu sporej górki, która przysypała moją nawet nie do końca uświadomioną pasję (i zawód!) sprzed lat. Portret był dla mnie zawsze czymś, na wspomnienie czego świeciły mi się oczy, zawsze byłam gotowa na kolejny, a jednocześnie jest czymś zgodnym z moją naturą obserwatora, słuchacza. To odkrycie nie byłoby możliwe, gdyby nie pojawił się Gucio. Często kiedy rodzi się dziecko dopada nas taka głęboka refleksja w temacie tego jak chciałybyśmy spędzić resztę życia, co zmienić. Ja tak miałam. Więc najpierw przyszło odkrywanie siebie, a teraz weszliśmy w fazę przedszkolną, czyli przywrócenia równowagi i porządku w tak podstawowej dziedzinie życia, jak choćby sen. Mam wrażenie, że od niego wszystko się zaczyna.

Święta prawda. Życzę ci zatem wielu przespanych nocy i dziękuję za rozmowę.

*

Zdjęcia: Lidka Dzwolak
Rzmawiała: Dominika Janik

Leave a comment 2 komentarze

  1. Wspaniały i zwyczajnie piękny świat Marty. Jestem zaszczycona mogąc przez chwilę gościć w jego progach 🙂 Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama