Rozmowa, spotkanie

Girl Gang

Trzy świetne kobiety i jeden film. O dziewczynkach - różnych, pokomplikowanych, potrzebujących przyjaźni, bezpieczeństwa, ale i wrażeń. W nieograniczonej ilości.

Catti Edfelt, Lena Clyne i Pia Lindebaum to imponujące kobiece trio, które zgotowało nam piękny film „Sonia”. Pia dostarczyła pomysłu i zadbała o to, by film od książki zanadto nie odstawał. Za to Catti i Lena wykonały reżyserską pracę, tworząc wielokolorowy i wielowymiarowy świat dziewczyńskich fantazji. Wywiad z Piją opublikujemy niebawem, tymczasem nadstawcie uszu i posłuchajcie rozmowy z Catti i Leną.

Nasze spotkanie odbyło się 8 marca, dlatego w wywiadzie pojawia się wątek kobiecej siły i potrzeby traktowania szwedzkich artystek filmowych na równi z artystami. Mówiłyśmy o spotkaniach Catti z po dziecinnemu ciekawską Astrid Lingren, o trudnych przyjaciółkach ze szkolnych czasów Leny, o reżyserowaniu borsuków i zaprzyjaźnianianiu się na planie filmowym. Znajdźcie chwilę i do lektury.

***

Rozmawiamy w szczególnym dniu. Dziś jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Wszystkiego najlepszego! 

Catti, Lena: Dzięki, wzajemnie!

Jaką macie pogodę w Sztokholmie?

C: U nas zima w pełni, wszędzie śnieg, trudno gdziekolwiek dojechać.

8 marca to dobry moment, żeby porozmawiać o udziale kobiet w szwedzkim przemyśle filmowym. Jak to jest w Szwecji? Doszły mnie słuchy, że pojawiła się jaskółka zmian na lepsze.

L: Teraz jest dużo lepiej. Po interwencji Szwedzkiego Instytutu Filmowego z 15% -owego odsetku kobiet reżyserek, zrobiło się 50%.

To bardzo dużo! W Polsce kobieta-reżyser i samo kino kobiece to nadal dość egzotyczne zjawisko, nie ma równości pół na pół.

C: Tak, ta świadomość jest bardzo krzepiąca. Z drugiej strony męczy nas to, że kobiety wciąż muszą być wciągane w jakieś statystyki, że nadal musimy się martwić o równość i to, że wisi nad nami niebezpieczeństwo, że ta wypracowana równowaga może się nagle zachwiać. A balans powinien być normą. Z tego co wiem, nieźle radzą sobie też reżyserki w Norwegii.

Catti Edfeldt, fot. Karolina Pająk

Wraz z Piją Lindebaum stanowicie świetny kobiecy gang! Jaka ona jest? Czy jest taka jak wy?

L: Pia jest zupełnie inna niż my!

C: Ona jest dokładnie taka, jak bohaterki jej książek.

L: Jest wielką niewiadomą, a jednocześnie jest bardzo definitywna. My działamy elastycznie, możemy wiele rzeczy zmienić w trakcie prac nad filmem, ale ona ma bardzo klarowną wizję i nie lubi od niej odchodzić.

Powiedz Lena, co spodobało Ci się w książce Pii „Sonia śpi gdzie indziej”?

L: Wiele rzeczy! Poczułam silną więź z tytułową bohaterką, bo jako 6- czy 7-latka poznałam dziewczynkę bardzo przypominającą Celestynę. Opowieść Pii pomogła mi pozbyć się chowanej od dzieciństwa urazy, jaką żywiłam do tamtej dziewczynki.

Lena Clyne, fot. Karolina Pająk

Czy łatwo było przełożyć język książki na język filmu?

L: W mojej opinii „Sonia śpi gdzie indziej” zawiera potrzebną filmowi głębię i złożoność. Zagadnienie tożsamości, podziały klasowe, walka o władzę w szkole to jej tematy wiodące. Pokazuje też, jak dziecko może obronić siebie przed trudną sytuacją dzięki wyobraźni. Myślę, że jest to najbardziej fillmowa z książek Pii. Zmieniają się pory dnia, co bardzo urozmaica filmową narrację. Czuję też, że bliżej tej książce do filmu fabularnego niż animacji.

C: Zależało nam na tym, by jak najwierniej oddać emocje, nie skupiać się na detalach.

L: W filmie musiałyśmy być też trochę bardziej konwencjonalne i dyksretne. Dziewczynki są tu nieco starsze niż w książce. Sadziłyśmy, że dzieci tak prędko nie idą na noc do nowo poznanych koleżanek.

Catti, Lena, czy to było wasze pierwsze spotkanie?

L: Spotkałyśmy sie już raz wcześniej podczas spracy nad filmem „Dzieciaki z podwórka”. Catti była reżyserką, a ja pracowałam nad scenariuszem i asystowałam producentowi.

Jak wam się razem pracuje? Były między wami tarcia, kompromisy?

C: Nie!

L: Nic z tych rzeczy, dogadywałayśmy sie w lot. Czasem jedna z nas miała inne pomysły, więc dyskutowałyśmy o tym i zawsze znajdowałyśmy rozwiązanie. Mam też poczucie, że dobrze było robić ten film we dwójkę, obie dałyśmy coś swojego i to mu wyszło na dobre. Poza tym Catti jest taka cudowna dla dzieci, bawi się z nimi, lgnie do nich. Ma świetne wyczucie.

Catti i Astrid, fot. Karolina Pająk

 

Powiedz Catti, co cię fascynuje w dzieciach?

C: Uwielbiam to, że one są zawsze tu i teraz. Ta ich zabawna postawa w rodzaju: „udawajmy, że…”. Zachwyca mnie to, jak szybko i nieoczekiwanie potrafią coś stworzyć.

Wróćmy do pracy nad filmem. Co było dla was najtrudniejsze?

C: Dla mnie najtrudniejszy był pierwszy dzień zdjęć. Wszystko szło źle. Astrid nigdy wcześniej nie grała w filmie, nie rozumiała po co są ci wszyscy ludzie. Chciała, żeby poszli sobie do domu. (śmiech) Myślałyśmy nawet o tym, żeby ją zastąpić kimś innym. Aż tu następnego dnia przychodzi zmieniona, zaangażowana, z zupełnie innym nastawieniem.

Czy robiłyście coś specjalnego, żeby poczuła się bardziej komfortowo?

L: Nie krytykowałyśmy jej, dawałyśmy jej odczuć, że wszystko robi świetnie, a gdy już poczuła się pewniej na planie, moglyśmy nią bardziej pokierować. Pewną trudnością, bo także nowością, okazało się animowanie borsuków. Z braku reżyserów efektów especjalnych na planie, same musiałyśmy się tym zająć. A więc wszystkie przygotowania, zgranie postaci z animacją były po naszej stronie.

fot. Karolina Pająk

 

Ale to było warte wysiłku!

L: Dziękujęmy, też się cieszymy, że jednak nie zgodziłyśmy się na przebranie aktorów za borsuki, choć to byłoby łatwiejsze, oszczędzające nam stresu posunięcie.

 

Czy przydarzały wam się jakieś niespodziewane sytuacje?

C: Mniej więcej co 2 – 3 dni coś się działo. Z drugiej strony z czasem wszystko szło coraz lepiej: dzieci stopniowo oswajały się z kamerą i z ekipą, ludzie zaprzyjaźniali się ze sobą, spędzaliśmy miło czas. Ja uwielbiam pracę na planie.

L: Ja za to lepiej się czuję w postprodukcji. Zdjęcia są stresujące, buzuje adrenalina i jest ciągłe napięcie.

A co cieszy cię najbardziej w pracy reżyserki?

L: Najbardziej lubię proces wizualizowania w głowej całej historii, kiedy możesz pobawić się trochę we wszechmocnego Boga i zmyślić cały świat. To też często jednocześnie najtrudniejsza część pracy – możesz stracić tę jasną wizję, a tego zawsze się obawiam. Drugim najprzyjemniejszym aspektem pracy jest praca w zespole. Uwielbiam filmową kooperację, kiedy sztab ludzi pracuje nad jednym wspólnym rezultatem. Praca z Catti to wielka frajda. I po trzecie – lubię sam proces przygotowywania się do zdjęć, dekorowanie planu, tworzenie efektów specjalnych vfx, castingi, wybór muzyki, udzielanie wskazówek operatorowi etc.

Catti, z tego, co mówi Lena, plan filmowy to Twój żywioł. Rozumiem, że to kwestia doświadczenia – wszak zaczynałaś pracować na planie – jako aktorka a potem jako asystentka reżysera –będąc młodą dziewczyną. Jak to się wszystko zaczęło?

C: Po raz pierwszy zagrałam w ekranizacji książek Astrid Lindgren mając 9 lat. To były „Dzieci z Bullerbyn”. Wspominam to jako fantastyczne wydarzenie, przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy czułam się brana pod uwagę i ważna w świecie dorosłych. To chyba dlatego tak się wciągnęłam. (śmiech)

 

fot. Karolina Pająk

 

Jak wspominasz Astrid Lindgren? Wiem, że często zaglądała na plan filmowy.

C: Astrid była pełna sprzeczności. Zabawna, ale też uszczypliwa, czasami nawet ostra, ale w zabawny sposób. I piekielnie inteligentna. Rozmawiała z dziećmi i wręczała im egzemplarze swoich książek z autografami. Była ciekawska – chciała koniecznie wiedzieć jak tworzenie filmów wygląda od kuchni.

Nad czym obecnie pracujecie? 

C: Cenię sobie pracę mentora i wykładowcy. Jestem jedną z założycielek Kobiecego Stowarzyszenia Szwedzkich Twórców Filmowych (SKF), wykładam w Sztokholmskiej Szkole Dramatycznej (SADA) i często spotykam się z kobietami, które chciałyby zaistnieć w branży filmowej. Moją rolą jest wskazanie im drogi. To jest bardzo cenne działanie i jeśli tylko mam czas, oddaję się tej pracy.

Z długoletnią przyjaciółką zabrałyśmy się za pracę nad serialem telewizyjnym dla dzieci i młodzieży. Piszę też książkę biograficzną o moim ojcu, zatytułowaną „Don Juan”. Mój ojciec był żonaty 6 razy. A więc sama widzisz, że dzieje się naraz zbyt wiele, żeby w spokoju ukończyć choćby 1 projekt…

Ależ jesteś zapracowana!

To nie koniec! Jestem jednocześnie w trakcie castingów do kilku nowych filmów. Nad jednym z nich pracuję wspólnie z Leną.

O! Co to będzie?

C: Mogę zdradzić tylko tyle, że będzie to coś w stylu Harry’ego Pottera!

Lena, powiesz coś więcej?

L: To będzie rzecz skierowana do nieco starszych dzieci, nastolatków i dorosłych. Trochę jak „Sonia”, bo też w dużej części dzieje się w nocy, ale historia jest nieco bardziej skomplikowana i bazuje na czystej fantazji, a nie snach. Główna bohaterka ma na imię Susanna, ma 15 lat i właśnie do mnie dotarło, że jest połączeniem cech Soni i Celestyny w jednej osobie. Jest samolubna i skoncentrowana na sobie jak Celestyna, ale kiedy trzeba potrafi też zachować się fair i wykrzesać z siebie empatię, tak właściwą Soni.

Dziękuję Wam za rozmowę, to była przyjemność.

I koniecznie zobaczcie Sonię, jeśli jeszcze nie mieliście okazji.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama