Czas wolny, Pomysł na podróż

Fala słońca

Ewa na co dzień mieszka z mężem i córką Lily w Holandii, gdzie pogoda nie odbiega od polskich standardów. Przedwiośnie, zarówno tu, jak i tam to trudny moment dla osób ciepłolubnych, tęsknie wyglądających słońca. Za promieniami gotowe są wyruszyć w podróż, choćby nad chłodne o tej porze, ale za to spowite blaskiem Morze Śródziemne.

Z Ewą spotkałyśmy się już przy okazji rozmowy o emigracji, ale gdy trafiłyśmy na jej zdjęcia pastelowego kompleksu mieszkalnego La Muralla Roja, z miejsca poprosiłyśmy ją o wspomnienia z podróży.

Przed wami malarska fotorelacja z wyprawy do Hiszpanii, szlakiem nietuzinkowej architektury i zakwitających drzew.

***

Kiedy i dokąs wyjechaliście?

Pojechaliśmy do Hiszpanii w połowie lutego. Wtedy zima w Polsce zaczyna się dłużyć i zaczynamy wypatrywać wiosny. Na ten okres przypadają również ferie zimowe w szkole córki. Zaczęłam rozglądać się za miejscami w Europie, gdzie wiosna przychodzi nieco wcześniej.

 

 

Dlaczego właśnie ten kierunek wybraliście?

Postawiłam na wybrzeże Costa Blanca, bo zaintrygował mnie budynek, w którym mieliśmy mieszkać.

Jak tam dotarliście?

Polecieliśmy samolotem do Alicante, a stamtąd wynajętym samochodem do Calpe.

Jaką pogodę zastaliście po przyjeździe?

Przyjechaliśmy późnym wieczorem, a następnego dnia zbudziło nas słońce. Było sucho, kolorowo i bardzo wiosennie. Cały tydzień był dosyć przyjemny (18-19 stopni), mniej lub bardziej słoneczny, ale na szczęście obyło się bez deszczu. Ten padał przez chwilę dopiero ostatniego dnia, kiedy ruszaliśmy już w stronę lotniska.

 

 

Jak się przemieszczaliście na miejscu?

Wynajęliśmy samochód. Trafił nam się nowy, dobrze wyposażony i za ludzkie pieniądze. Auto okazało się nieodzowne, zwłaszcza że mieliśmy w planie kilka okolicznych wypraw.

Gdzie mieszkaliście?

Jak już wspominałam, jednym z powodów, dla których wybrałam to miejsce, był budynek La Muralla Roja. Projektował go Ricardo Boffill, zainspirowany śródziemnomorską architekturą arabską. Tak nietypowy, że musiałam go zobaczyć! Jest ozdobą wybrzeża, a jednocześnie miejscem zamieszkania dla wielu osób, jak i urlopowiczów, bo pojawiają się również mieszkania do wynajęcia. Warto dodać, że na teren posiadłości wstęp mają tylko stali mieszkańcy bądź wynajmujący mieszkania.

 

 

Co zrobiło na was największe wrażenie?

Właśnie ten budynek. W rzeczywistości jest znacznie większy niż wynikało to ze zdjęć. Nasze mieszkanie, choć stylistycznie odbiegało nieco od tego, co lubię, było duże, miało trzy balkony i niesamowity widok na morze. Z dachu, na którym znajduje się basen, widoki są jeszcze lepsze. Budynek zaskakuje formą i kolorami: mury są różowe, czerwone albo niebieskie. Przypomina to nieco konstrukcje z klocków Lego, a innym przywołuje na myśl dzieła Eschera. Z punktu widzenia naszego dziecka to idealne miejsce do zabawy w chowanego. Albo w labirynt, bo chcąc nie chcąc, nowo przybyli błądzą, szukając własnego mieszkania.

 

 

 

A co najbardziej spodobało się Lily?

Lily wspomina „różową wodę”, jezioro solne w Torrevieja. Wprawdzie na żywo okazało się nieco mniej różowe niż na zdjęciach, które widziałam przed przyjazdem, ale dziecku wystarczyło do szczęścia. Mimo że różowy wcale nie jest jej ulubionym kolorem.

 

 

 

Męża zadziwiły wszechobecne pustki. Wielokrotnie zastanawiał się głośno, gdzie podziali się ludzie.

 

 

5 miejsc, które trzeba zobaczyć?

Jedyne co trzeba, to spędzić czas według własnych upodobań. My na wakacjach jesteśmy dosyć aktywni. Jeszcze przed wyjazdem lubię zorientować się w tym, co można zobaczyć w okolicy. Oto lista miejsc, które zobaczyliśmy.

Peñón de Ifach – chyba najbardziej charakterystyczna skała na wybrzeżu Costa Blanca. Znajduje się w miejscowości, w której się zatrzymaliśmy. Gwarantuje bardzo przyjemny i bezpieczny spacer pod górę, połączony z podziwianiem widoków. Z dziećmi dochodzimy do tunelu. Za nim jest już trasa tylko dla dorosłych.

 

 

Walencja – położona ok. godziny i 20 minut drogi od wynajętego przez nas mieszkania. Bardzo ciepła i słoneczna. Ponoć w Walencji dni deszczowych w roku jest bardzo mało. Skupiliśmy się na nowoczesnej części oraz na Miasteczku Sztuki i Nauki. Szereg białych obiektów robi niesamowite wrażenie. Wybraliśmy się do Oceanarium, podobno największego w Europie, choć dokładnie tak samo reklamuje się Oceanarium w Lizbonie (śmiech).

 

 

Potem spacerowaliśmy w ogrodach Turii, czyli Jardín del Turia, które powstały w korytach rzeki. Świetne miejsce, i na spacer, i na piknik z dziećmi, tym bardziej, że mają tu oryginalne place zabaw, jak choćby gigantyczny Guliwer!

 

 

Plaże w okolicach Jávea, leżącego nad samym brzegiem Morza Śródziemnego.

Wodospady, jak choćby Fuente de Algar.

Gaj palmowy w Elche, czyli największe skupisko palm w Europie. Rośnie ich tam ponad pół miliona, a najstarsze z drzew maja 300 lat!

 

Park naturalny de la Mata w miejscowości Torrevieja, gdzie znajduje się wspomniane różowe jezioro.

 

 

Guadalest – wioska znana z malowniczo położonego zamku. Trasa do zamku jest ubarwiona setkami drzew: kwitnących i tych obsypanych już pomarańczami.

 

 

Polecam też małą, ale uroczą miejscowość Altea, niedaleko Calpe. A tam spacer w spokojnej okolicy, wśród białych domków, zakończony lodami i kawą na szczycie wzniesienia.

Co najmilej wspominasz?

Pierwszego dnia odsłoniłam zasłony i zalała mnie fala słońca. Za oknem zieleń na drzewach i kwiaty w rozkwicie. Miła odmiana po panoszących się w Polsce szarościach.

 

 

A co jest najgorszym wspomnieniem z Hiszpanii?

Złych wspomnień na szczęście nie mam. Może tylko przy następnej wyprawie zrobię dokładniejszy przegląd restauracji i innych przybytków gastronomii. Zwłaszcza tych, w których można dobrze zjeść. Hiszpańska kuchnia mnie nie zachwyciła, albo też nie mieliśmy szczęścia w tym spontanicznych poszukiwaniach. Może się mylę, a może dania bezmięsne i bezrybne w tym regionie akurat nie są popularne. Poza tym dla kogoś, kto jest przyzwyczajony jadać swój główny posiłek wczesnym wieczorem, uciążliwe było to, że restauracje zazwyczaj otwierano o 20:00, kiedy nam od dawna już burczało w brzuchach. Jeszcze gorzej wygląda taki rozkład dnia, gdy jada się z dzieckiem. Dlatego też często pichciliśmy w domu.

 

Co warto spakować wyruszając w te strony?

Aparat to moje must-have. Poza tym wyjazd w te strony nie wymaga szczególnego bagażu. No, może dobrze byłoby uwzględnić w garderobie kilka swetrów, które można założyć na bluzki, jeśli nie będzie wystarczająco ciepło.Warto wziąć kalosze dla dziecka, bo o tej porze roku w morzu jeszcze się nie wykąpie, ale przynajmniej poskacze sobie trochę przy jego brzegu.

 

 

W naszym przypadku woda w kaloszach pojawiła się z którąś tam falą po pięciu minutach, ale to już inna historia.

 

 

Jakie pamiątki przywieźliście z podróży?

Jeśli już kupuję coś w podróży, to tylko dlatego, że przypadkiem wpadło mi w oko. Zwykle szkoda mi czasu na chodzenie po sklepach. Lily za to nazbierała pełną torbę kamieni z plaży i zamierzała zabrać je wszystkie ze sobą. Ostatecznie wynegocjowała 12 sztuk.

 

 

Która piosenka najtrafniej oddaje klimat waszego wyjazdu?

O wakacjach na Costa Blanca na pewno będzie nam przypominała Adele. Córka podłapała „Water Under the Brigde”, którą śpiewała trochę po angielsku, trochę po swojemu. Często się o nią dopominała.

Leave a comment 4 komentarze

  1. Dziekuje za tyle milych slow (tutaj i na ig).Chyba najfajniejsze co moze byc; podrozowanie i utrwalanie tego na zdjeciach;)

  2. Ja z mężem i dwoma córkami jedziemy do Barcelony na majówkę, bo udało mi się wyszukać korzystną ofertę dla całej rodziny na topdeals4travel, zresztą to nie pierwsza wycieczka, którą u nich wykupiłam. Ceny konkurencyjne i nie wyjeździe bez przykrych niespodzianek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama