Eks-dziewczynki w Kosmosie

Rozmowa z Sylwią Szwed, jedną z założycielek Fundacji Kosmos dla Dziewczynek

Wszystkie kiedyś byłyśmy dziewczynkami i to już jest wystarczający powód, żeby wzmacniać te, które dziś są na tym cudownym, ale piekielnie trudnym starcie. Córki nasze i naszych przyjaciółek, kuzynki, koleżanki ze szkół naszych dzieci i te mijane na ulicy. Dlatego właśnie powstał magazyn „Kosmos dla Dziewczynek”, o którym rozmawiamy z redaktor naczelną Sylwią Szwed. Cała nadzieja w silnych dziewczynkach.

Kosmicznie ważny dzień jest coraz bliżej. Otóż 11 października w Międzynarodowym Dniu Dziewczynek ukaże się pierwszy numer długo wyczekiwanego magazynu Kosmos dla dziewczynek. Na okładce znajdzie się ilustracja Emilii Dziubak. To dopiero radość! Tego dnia wszyscy jak jeden mąż zakupimy w sieci swój własny numer. A tymczasem, nie mogąc się go doczekać, ucinamy sobie pogawędkę z Sylwią Szwed, redaktor naczelną pisma stojącą na czele 9-osobowego, żeńskiego zespołu. Gawędzimy o utrzymujących się stereotypach w postrzeganiu roli dziewczynek i chłopców, o niewykorzystanym dziewczyńskim potencjale, o udanej zbiórce crowdfundingowej i o tym, co znajdzie się w pierwszym numerze.

*

Zacznijmy od tego, że masz 2 synów, 2,5-letniego Maćka i 5-letniego Krzysia, a zakładasz pismo dla dziewczynek.

Ja tego nie robię dla moich synów, tylko dla siebie. I dla tej dziewczynki, którą kiedyś byłam. Czuję odpowiedzialność pokoleniową. To my, dorosłe kobiety, znające doświadczenie bycia dziewczynką, musimy coś dla nich zrobić, coś zmienić, bo one same się o siebie nie upomną. A że dziewczynki zaczynają opowiadać publicznie swoje historie dopiero, kiedy dojrzewają, na razie tylko my, dorosłe kobiety, możemy pozytywnie wpływać na to, jaka będzie ich rzeczywistość. One nie są w stanie obronić się przed wylewającą się zewsząd reklamą, plastikowymi gazetkami, presją perfekcyjnego wyglądu albo tym, jak przedstawia im się matematykę.

 

 

A w jaki sposób się ją przedstawia?

Dziewczynki, wchodząc w struktury szkolne, otrzymują komunikat, że matematyka będzie dla nich trudna. Że są wręcz zbyt emocjonalne i nielogiczne, żeby sprawnie poruszać się w tej dziedzinie wiedzy. Badania pokazują, że gdy chłopcy pracują nad zadaniem matematycznym i nie znajdują rozwiązania, uznają, że cały kłopot jest w zadaniu. A dziewczynki w takiej sytuacji uznają, że problem tkwi w nich samych, bo albo nie są wystarczająco inteligentne, albo wystarczająco zdolne.

Z drugiej strony coraz częściej w debacie publicznej mówi się o tym, że szkoła jest tak naprawdę sprofilowana na dziewczynki.

Jak to?

Chłopcy uczący się w pierwszych klasach szkoły podstawowej są w stanie skoncentrować się na zabawie maksymalnie przez 20 minut, dziewczynki natomiast przez 60 (badania Beaty Łaciak). Chłopcy w tym wieku potrzebują częstych przerw, wybiegania się, a szkoła jest mocno sfeminizowanym środowiskiem, przeważają nauczycielki, które wymagają staranności i cierpliwości.

To nie jest tak, że tylko dziewczynki są ograniczane, choć one faktycznie mają w niektórych sferach pod górkę i my chciałybyśmy to zbalansować. Chcemy postawić reflektor, który te trudności naświetli, pomoże współpracować chłopakom i dziewczynom.

Zebrałyście ponad 130 tysięcy złotych na zbiórce crowdfundingowej na wydanie dwóch pierwszych numerów magazynu!

Tak, to jest naprawdę niesamowite. Przygotowywałyśmy się do tej zbiórki społecznej przez trzy miesiące. To w dużej mierze zasługa Kai Makacewicz, naszej graficzki. Prywatnie Kaja jest sterniczką morską i pełni w redakcji m.in. rolę „czujnika magii”, czyli sprawdza, czy coś jest wystarczająco „wow” dla dziewczynek. Może dlatego, że ma bardzo dobry kontakt ze swoją wewnętrzną dziewczynką.

 

fot.Jan Prosiński

fot. Jan Prosiński

 

Czy czułaś wsparcie dla pomysłu na magazyn od bliskich ci osób? Jak reagowali znajomi?

Zadzwonił do mnie ostatnio mój przyjaciel i powiedział, że wpłacił na zbiórkę. A ja na to: „Ale przecież ty masz 2 synów”. On: „One będą mieli kiedyś dziewczyny, a ja chcę, żeby te dziewczyny były fajne”. Może ja też kiedyś będę miała córkę, ale niezależnie od wszystkiego „Kosmos dla dziewczynek” to nie jest mój sposób macierzyńskiego wyżycia się, to jest widzenie szerzej. Rodzisz dzieci i zaczynasz dostrzegać sieć kontaktów międzyludzkich. Wszyscy zależymy od siebie. Jak ty włożysz trochę energii w przedszkole twojego dziecka albo we współpracę na osiedlu, być może kiedyś twoje dziecko będzie mogło przeczekać z kluczem na szyi u sąsiadki, aż wrócisz po nie z dyżuru w pracy. Rodzic dba o relacje i kontakty, żeby otoczenie było bezpieczne i wspierające dla jego dziecka. I budowanie „Kosmosu dla dziewczynek” jest potrzebą wypływającą z tej właśnie górnolotnej frazy – trzeba całej wioski, żeby wychować dziecko.

Ale pewnie wśród pozostałych dziewięciu mam-założycielek są matki dziewczynek.

Tak, oczywiście.

Czy są to dziewczynki w tym przedziale wiekowym, który sobie założyłyście, czyli od 7 do 11 lat?

Ich córki są albo dokładnie w tym wieku, albo są nieco młodsze.

Jak doszło do waszego pierwszego spotkania?

Wszystko zaczęło się od Jagody Gandziarowskiej-Ziołeckiej i Ewy Pietruszczak, które przeczytały krótki tekst w „Wysokich Obcasach” o amerykańskim piśmie dla dziewczynek „Kazoo”. Jagoda jest bardzo przedsiębiorcza, prowadzi kilka biznesów, jest też mamą dwóch córek i od dawna konfrontuje się z brakiem dobrej prasy do czytania z córkami. Rynek literatury dziecięcej bardzo się rozwija, a idąc do kiosku niezmiennie zderzasz się z różową ścianą: baletnicami i królewnami, co dla współczesnej, świadomej mamy jest jak uderzenie obuchem w głowę. Boli przede wszystkim to, w jaki sposób dziewczynki są traktowane przez twórców tych gazet.

Co masz na myśli?

Po pierwsze reklamy ogromnej liczby produktów. Druga rzecz to fakt, że to są często przedruki z pism zagranicznych, a nie autorskie teksty dziennikarskie. Większość z tych pism to tak naprawdę gazetki marketingowe – promują jeden serial, bajkę albo grę komputerową i wokół tego budują cały numer.

Co z tym zrobiła Jagoda?

Pierwszym jej odruchem była chęć zamówienia specjalnej prenumeraty „Kazoo”. Ostatecznie nie doszło to do skutku, wysyłka do Europy okazała się bardzo kosztowna. Pomyślały wtedy z Ewą: ejże, przecież my słyniemy z literatury i ilustracji dziecięcej, zróbmy takie pismo same. Do czynu popychały nas opowieści koleżanek. Kaja opowiedziała nam o dziewczynce, która chciała chodzić na karate. I poszła, była zachwycona zajęciami. Wróciła do przedszkola, opowiedziała o tym koleżankom i od nich dowiedziała się, że karate jest dla chłopców, a dla dziewczynek jest balet. I już nigdy na karate nie wróciła. Dlatego też naszą motywacją jest zmienianie takich krzywdzących stereotypów i pokazanie alternatywy.

Jak zbudowałyście tak zgrany 9-osobowy zespół?

Jagoda i Ewa pracowały wcześniej razem i doszły do wniosku, że trzeba założyć grupę zamkniętą na Facebooku, w której spotykałyśmy się wokół „Kazoo”. Ja byłam jedną z zaproszonych osób – wtedy jeszcze zarejestrowaną na Facebooku, i patrzyłam na ten entuzjazm ponad 100 osób, na spontaniczne dzielenie się emocjami i wrażeniami. Dziewczyny postąpiły rozważnie i szybko przekuły sieciowy entuzjazm w działanie, więc niedługo potem spotkałyśmy w realu. Miejsce spotkania załatwiła Agnieszka Kozakoszczak, moja znajoma ze studiów, edukatorka. Spotkałyśmy się w Fundacji Bullerbyn na rzecz wspólnoty dzieci i dorosłych. Przyszło 30 kobiet, a może raczej eks-dziewczynek. Czyli jak widzisz, szczere entuzjastki tematu.

Jakie to były kobiety?

Niewiele było w tym gronie dziennikarek, raczej edukatorki, wykładowczynie, trenerki, ekolożki. Była z nami dziewczyna, która sprowadzała produkty spożywcze z Portugalii – Krysia, prosto z korporacji, jeszcze w garsonce i szpilkach. Było też sporo dziewczyn w trampkach, na luzie, ktoś przyszedł z dzieckiem.

Czy na tamtym etapie wierzyłaś w powodzenie projektu?

Przyszłam tam z niewiarą! Nie wierzyłam, że taki internetowy twór może się przekształcić w coś realnego. Ale zmieniłam zdanie, kiedy zobaczyłam, jak poważnie dziewczyny podchodzą do tematu. Już to pierwsze spotkanie zostało zakończone rozdzieleniem zadań i to stało się naszą tradycją – zawsze dajemy sobie pracę domową do odrobienia na następne spotkanie. Na pierwszym spotkaniu podzieliłyśmy się na 3 planety: Redakcję, Biznes i Koordynację Projektu.

Czyli nazwę magazynu ustaliłyście na samym początku?

Słowo „kosmos” pojawiło się już we wspomnianym tekście Basi Pietruszczak w „Wysokich Obcasach”. Córka Erin, założycielki „Kazoo”, wróciła z przedszkola i powiedziała do mamy: „Czy wiesz, że kosmos nie jest dla dziewczynek?”.

Teraz rozumiem ten twórczy ferment, który zasiał w waszym 9-osobowym zespole magazyn „Kazoo”.

Bardzo się cieszę, że mamy taki dobry skład, ale pomaga nam więcej osób. Kasia Gawlik zrobiła nam wszystkim szkolenie z design thinking, Ewa Jakubowska pomogła nam stworzyć komunikat na platformę PolakPotrafi. Inna dziewczyna przeszkoliła nas z zasobów grupy i tego, jak widzimy fundację za 10 lat. Agnieszka Habrzyk zajęła się organizacją naszego stoiska na Kongresie Kobiet.

Fundacja Kosmos dla Dziewczynek to konkretne działania, warsztaty dla rodziców i działania edukacyjne, akcje społeczne mocno związane z dziewczyńskością. I za te 10 lat chciałybyśmy być jednoznacznie kojarzone właśnie z dziewczyńskością.

Musisz wiedzieć, że my działamy wolontariacko, więc nie każda z tych kobiet, które pojawiły się na pierwszym spotkaniu, miała przestrzeń, żeby poświęcić kilkanaście godzin w tygodniu na pracę za darmo. Bo albo mają dzieci, albo robią już inne rzeczy wolontaryjnie. W ten sposób zebrało się grono najbardziej zaangażowanych.

Jakie ustaliłyście zasady pracy w zespole?

Nie piszemy do siebie w weekendy – weekend jest świętością przeznaczoną dla rodziny. Uczymy się procesów grupowych, że każda z nas ma inny styl pracy. Mamy zespół graficzno-redakcyjny i marketingowo-biznesowy. Ważna jest sama gazeta i jej zawartość, ale jeżeli nie stoi za nią ktoś, kto potrafi wypromować tę ideę, to pismo nie będzie się rozwijać. Poza pracą nad pierwszym numerem, skupiamy się na działaniach fundacyjnych, przygotowujemy pilotażowe warsztaty dla dziewczynek, myślimy o badaniach społecznych i rozmawiamy z partnerami biznesowymi. Przeszłyśmy też przez fazę rozmów z wydawcami, redaktorkami naczelnymi, art directorami.

Jak przebiegał ten proces?

Zrobiłyśmy research, jak stworzyć gazetę, spotykałyśmy się np. z Justyną Dąbrowską, która przez 18 lat pełniła funkcję redaktor naczelnej magazynu „Dziecko” i je stworzyła. Mówiła o tym, jak tworzyć redakcję i jak o nią dbać. Zadała nam bardzo ważne pytanie: „czy wy w ogóle wiecie czyim głosem chcecie mówić?”. Wiedziałyśmy od początku, że to musi być pismo misyjne, które ma zmieniać rzeczywistość, ale też musi się sprzedawać. Istnieje też ryzyko, że z tej sprzedaży się nie utrzyma. I żeby je wspierać, musimy stworzyć szerszą platformę, wzbogaconą o stronę internetową www.kosmosdladziewczynek.pl. Można tam wejść, zostawić swój mail, żeby jak najszybciej dowiedzieć się o pierwszym numerze magazynu. Będziemy tam publikować materiały dla rodziców, bo do magazynu dorosłych nie wpuszczamy.

 

 

A więc „Kosmos dla dziewczynek” będzie przeznaczony wyłącznie dla dzieci?

Rodzice mają duże oczekiwania, ale nas przede wszystkim interesują oczekiwania dziewczynek. Stworzyłyśmy koncepcję pisma, działów, numerów przewodnich, współpracowników, więc to jest bardzo konkretna praca. Słowo przewodnie całego procesu to UREALNIENIE. Bo my się ciągle „urealniamy”, czyli uzmysławiamy sobie, jak trudne mamy zadanie – postawić w nieco ponad rok gazetę od zera. Działamy oddolnie, ale bardzo chcemy coś zmienić. Obiecujemy też, że nie wpuścimy do pisma za dużo reklam. Budowanie pisma na fundacyjnej podstawie to świadoma decyzja, bo daje nam gwarancję, że mamy realny wpływ na treść.

Co okazało się dotąd najtrudniejsze na drodze do stworzenia pisma dla dziewczynek?

Trzeba pamiętać o tym, że to już nie są czasy, w których kilka osób może ot tak założyć pismo drukowane. Koszty są ogromne: połowę ceny okładkowej bierze dystrybutor, a druk idzie w dziesiątki tysięcy złotych. Ale mimo dużych nakładów finansowych zawsze chciałyśmy, by „Kosmos dla dziewczynek” był wydawany na papierze, bo wtedy dziewczynki będą mogły traktować je jak swój sekretnik. Ale wyobraźcie sobie, że 45 tys. zł kosztuje wydanie pierwszego numeru bez wliczania w to kosztów naszej pracy!

Od samego początku istnienia strony Fundacji Kosmos dla Dziewczynek i profilu na FB operujecie twardymi danymi liczbowymi. Dlaczego postawiłyście na taki rodzaj komunikacji?

Chcemy być uczciwe wobec odbiorcy i pokazać, że nie jesteśmy oderwane od rzeczywistości. Spędziłyśmy wiele godzin w  Bibliotece Narodowej i czytałyśmy wyniki badań dotyczących dziewczynek. W Stanach Zjednoczonych już ponad 25 lat temu zostały przeprowadzone przełomowe badania dotyczące dziewczynek (AAUW, How Schools Shortchange Girls?), które otworzyły oczy Amerykanom. Okazało się, do to chłopcy dwanaście razy częściej zabierają głos na lekcji, nauczyciele poświęcają im pięć razy więcej uwagi. W podręcznikach jedna siódma zdjęć dzieci przedstawia dziewczęta. W polskim podejściu badawczym dziewczynki są przede wszystkim postrzegane jako uczennice; niewiele jest badań sytuujących je w społeczeństwie. Rozmawiałam z prof. Lucyną Kopciewicz, która zbadała, jak nauczyciele postrzegają uczennice. Wychodzi na to, że chłopcy są chwaleni za zdolności i inteligencję, a dziewczynki za wytrwałość, pracowitość i systematyczność. Więc podprogowa informacja jest taka: jesteś pracowita i tą pracą możesz nadrobić swoje oczywiste braki. Bardzo interesują nas badania dotyczące poczucia własnej wartości. Chcemy zdobyć na nie granty, sponsorów i pracować nad wzmocnieniem pewności siebie dziewczynek.

Często podkreślacie, że „Kosmos…” ma być pismem w duchu non-fiction. Co się za tym kryje?

Nie chcemy uciekać od trudnych tematów. To co jest dla nas ważne to dział „Społeczeństwo”, w którym dzieci mają prawo czytać o wszystkim. „Kazoo” nie pisze o uchodźcach czy obywatelstwie. My chcemy, żeby nasze pismo było zobowiązujące, uczyło aktywności, a nie tylko myślenia o sobie, stopniach, klasie. Non-fiction dla dzieci dynamicznie się rozwija w Polsce, to dobrze, bo stoi w opozycji do infantylizacji.

Czy myślicie o zbalansowaniu poważnych treści czymś lżejszym, bardziej rozrywkowym?

Mamy świadomość, że potrzebna jest odrobina magii. Z jednej strony bardzo nam leży na sercu mówienie o tematach związanych z ciałem i nauką, dlatego poszukujemy ekspertów, naukowców, którzy przekażą dziewczynkom coś wyjątkowego. Z drugiej strony, jak to mówi Joanna Woźniczko-Czeczott, wicenaczelna pisma, potrzebujemy Lemoniady w drzewie. Nie wiem, czy wiesz, ale Pippi jest bardzo kontrowersyjną postacią dla współczesnych rodziców. Niektórzy nawet ją cenzurują.

Dlaczego?

Jest niegrzeczna, bezczelna, kłamie. W jednej polskiej szkole rodzice nie zgodzili się, żeby czytać książki o Pippi. To pokazuje jak dużo my, rodzice chcemy kontrolować.

Cenzurowanie Pippi brzmi jak abstrakcja, która nie może mieć miejsca. A jednak dzieje się tuż za miedzą. Powiedz, jak jeszcze zamierzacie zbalansować bajkowość z non-fiction?

Różowe gazetki opierają się wyłącznie na bajkowości, w tym świecie Polska nie istnieje. Planujemy wprowadzić cykl o rówieśniczkach z mocą. Zależy nam na bohaterkach w wieku naszych czytelniczek, z Polski, ale nie tylko, które mają ciekawe pasje, mieszkają w niezwykłym miejscu, odkryły coś ciekawego albo po prostu są zwyczajnymi, fajnymi osobami. Będzie sonda dziewczyńska na 1 temat i 5 opinii od polskich dziewczynek. Zależy nam, by one same opowiadały o swojej rzeczywistości. Z drugiej strony świetne opowiadania dla dziewczyn, zakodowane wiadomości, poprzestawiane strony, wspaniałe ilustracje m.in. Emilii Dziubak i piękna szata graficzna.

Chcecie pokazać Polskę jako przyjazne środowisko dla zasobnych w moce dziewczynek.

Tak, ale nie tylko Polskę Górnego Mokotowa, ale też Polskę innych dużych oraz małych miejscowości czy wsi.

Jaki będzie pierwszy numer?

Tematem jest MOC, więc w numerze znajdzie się gra o supermocach. Dziewczynka będzie mogła wypisać jakie ma talenty, zaznaczyć je kolorami, a potem je zsumować i zobaczyć, w których dziedzinach jest dobra. Będzie też krótki tutorial o tym, co to znaczy być obywatelką. Reportaż o 16 dziewczynkach z Nadarzyna, które postanowiły pomóc rodzinom z Aleppo. A w ramach działu o nowych technologiach opowiemy o kodowaniu. Będą też karty do zbierania dla Fanek Przyrody.

Brzmi wspaniale, trzymam kciuki i dziękuję za rozmowę.

*

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: dzięki uprzejmości Fundacji Kosmos dla Dziewczynek

*

Sylwia Szwed

Redaktor naczelna pisma „Kosmos dla dziewczynek”. Dziennikarka, reporterka, autorka książki o polskich położnych pt. „Mundra”. Współpracuje z „Wysokimi Obcasami”, od wielu lat opisuje życie polskich kobiet. W głowie siedzi jej wiele tematów na kolejne książki, ale wciąż nie ma czasu ich zrealizować.

 

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.