Czas wolny, Pomysł na podróż

Dziewczyny jadą do Tajlandii

Na złość roztopom i ulewom, zapraszamy was na wycieczkę do, jaśniejącej słońcem, Tajlandii. Przewodniczkami po plażach i tajskich restauracjach będą didżejka i autorka bloga kulinarnego Gotuję po nocach, Kasia Kwiatkowska oraz jej 5 - letnia córka Lena.

Z Kasią spotykałyśmy się po raz pierwszy przy okazji tulenia w Tuli. Zaczarowała nas swoją niezłomną postawą wobec świata i przeciwności, naturalnością i spokojem, którego zdaje się mieć pod dostatkiem. Odkąd, rok temu, wspomniała nam o swoim planie na dziewczyńską podróż do Tajlandii – tylko ona i Lena – marzyłyśmy o tej relacji. Udało się i bardzo nam się ta perspektywa podoba.

Jadąc w pojedynkę z dzieckiem inaczej mierzy się czas, inaczej odpoczywa i poznaje. Posłuchajcie o odkryciach Kasi i Leny, o tajskim śmigusie – dyngusie, stut – stukach i najlepszych lodach kokosowych na świecie.

***

Gdzie byłyście i kiedy?

W zeszłym roku byłyśmy w Tajlandii, spędziłyśmy tam cały kwiecień.

Jak tam dotarłyście?

Wyleciałyśmy samolotem z Warszawy do Bangkoku. Tam spędziłyśmy 3 dni i dalej ruszyłyśmy na wyspę Koh Phangan. Podróżowałyśmy głównie autokarami, promami i łodziami.

Gdzie się zatrzymałyście? 

W Bangkoku zatrzymałyśmy się w niewielkim ale przytulnym hoteliku położonym blisko głównej ulicy Khao San Road, skąd miałyśmy blisko do wielu miejsc turystycznych. Kolejnym miejscem była wyspa Koh Phagan, tam mieszkałyśmy w domku typu bungalow zaraz przy plaży. W Krabi mieszkałyśmy w hoteliku blisko miejsca, w którym odbywał się weekendowy nocny targ.

Co jadłyście?

Jadłyśmy bardzo dużo owoców i smakowałyśmy lokalnej kuchni. Ja codziennie próbowałam czegoś innego z tajskiego menu, natomiast Lena skusiła się raz na chili, ale później pozostała wierna europejskim smakom i tajskim kokosowym lodom (śmiech). Trafiłyśmy też na świetną wegańską restaurację Eat&co, prowadzoną, między innymi, przez dwójkę Polaków, z którymi mamy do tej pory kontakt. Tam zajadałyśmy się najlepszym wegańskim kebabem jaki w życiu jadłam.

Nigdy nie zapomnicie smaku…

Owoców tropikalnych. Smakują zupełnie inaczej i zdecydowanie lepiej niż te eksportowane do Europy, które możemy kupić w sklepie. No i oczywiście naturalne lody kokosowe. Były obłędne!

Jak spędzałyście czas?

Intensywnie. W Bangkoku, już po przylocie i małym odpoczynku, ruszyłyśmy w miasto. Lena była niezmordowana i miała zdecydowanie więcej energii niż ja. Bardzo polubiła jazdę tuk tukami, które nazwała po swojemu i mówiła: „chodź pojedziemy stuk stukiem”.

Każdy dzień w stolicy Tajlandii miałyśmy zajęty, od rana do wieczora. Zwiedzałyśmy nie tylko turystyczne miejsca, ale chętnie oglądałyśmy zwyczajne życie Tajów. W ten sposób, któregoś dnia trafiłyśmy, zupełnie przez przypadek, na tajski tradycyjny spektakl teatralny, który odbywał się na terenie muzeum narodowego w Bangkoku.  Na wyspie Koh Phangan, codziennie jeździłyśmy w inne miejsce.

Wybrałyśmy się również do Angthong National Park, gdzie podczas rejsu Lena zdecydowała się na wspólny snorkeling na rafach koralowych. Było wspaniale! Zaprzyjaźniłyśmy się z kilkoma osobami mieszkającymi na stałe na wyspie, dzięki czemu mogłyśmy bardziej zagłębić się w życie poza turystyczne, było to bardzo ciekawe doświadczenie. Lena znalazła kolegów i koleżanki, z którymi miała niezłą zabawę, mimo iż każde z nich mówiło w swoim języku. To niesamowite, dzieci nie znają barier.

13 kwietnia w Tajlandii odbywał się Songkran, tajski nowy rok, który Tajowie świętują oblewając się wodą. Wspólnie z ludźmi z restauracji Eat&Co, oblewaliśmy przechodniów i siebie wzajemnie. Miałyśmy przy tym zabawy co nie miara! (śmiech) W Krabi i Railay było również intensywnie. Zakochałyśmy się w nocnym targu, gdzie spędziłyśmy dwa wieczory. Na Railay zaś wygrała duża ilość krabów, małpki oraz piękne widoki.

Najwięcej frajdy sprawiało Wam…

Odbycie tej podróży razem! Myślę, ze gdybym pojechała tam sama, nie byłoby tak fajnie, moja córka to świetny kompan podróży. Każdy dzień i chwila spędzona tam wspólnie, wszystko, co robiłyśmy sprawiało nam ogromną radość. Może poza wyprawą na jedną małą wysepkę, na którą można było przejść przez wodę pieszo, a my nie wzięłyśmy butów do chodzenia po kamykach… Grunt był okropnie kamienisty i musiałam całą drogę nieść Lenę i nasze tobołki na rekach, to jednak też w jakiś sposób wpisało się do dziennika naszych przygód (śmiech).

Najbardziej jednak spodobał nam się rytuał, który wyszedł naturalnie. Każdego popołudnia chodziłyśmy na plażę zbierać muszelki i kamyki. Jeździłyśmy też na odleglejsze plaże. W tym celu i udało nam się znaleźć taką, na której było najwięcej ciekawych okazów. Przywiozłyśmy worek pięknych muszelek, które często oglądamy w domu. Z częścią z nich związane są jakieś krótkie historie, tylko nasze historie, więc przybrały one formę pamiętnika.

Co zrobiło na Was największe wrażenie?

Na Lenie na pewno klimat, plaże, nowe smaki, przeżycia. Mam wrażenie, że wszystko dookoła. Do tej pory pyta, kiedy tam wrócimy. Na mnie ogromne wrażenie zrobiła mentalność Tajów. Kiedy wylądowałyśmy w Bangkoku poczułam się tam bardzo swobodnie. Myślę, że możemy im tego tylko pozazdrościć, brakuje mi tej pogody ducha w ludziach w Polsce. Ogromne wrażenie też zrobiła na mnie organizacja Tajów i ich pracowitość. Przechadzając się ulicami Bangkoku można odnieść wrażenie, że panuje tam chaos, ale tak na prawdę, kiedy przyjrzysz się temu bliżej widzisz, że wszystko chodzi jak w zegarku.. no poza komunikacją miejską. Klimat na wyspach to już coś innego. Ludzie żyją spokojniej, nie pędzą, tam czas płynie wolniej.

Rzeczy i miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Tajlandia sama w sobie jest piękna, bez względu na to, czy oglądasz rajskie plaże, czy patrzysz na prerię, biedę czy zatłoczone miasto. To inna kultura, inne zwyczaje, klimat i architektura. Piękne zabytki, mimo iż mnie zachwycały, dla Leny były mało atrakcyjne i więcej zabawy nam obu przyniosła wizyta w oceanarium Sea Life, w Siam Center w Bangkoku. Kolejnym punktem wg mnie jest zwiedzanie Bangkoku promem oraz wizyta na Amulet Market. Z kolei spacer po Khao San Road, to wręcz obowiązek.  Polecam również wybrać się na Koh Phangan, mniej zatłoczoną turystami wyspę i odwiedziny w Angthong National Park, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Co warto ze sobą zabrać?

Myślę, że najważniejsze jest ubezpieczenie i paszport. Jeśli czegoś zapomnisz, to wszystko  kupisz na miejscu. Ubrania są dużo tańsze niż u nas, apteki i sklepy są dobrze wyposażone. Warto zabrać ze sobą również kremy do opalania z różnymi filtrami, większość tego typu kosmetyków w Tajlandii ma działanie wybielające.

Jakie przywiozłyście pamiątki z podróży?

Muszelki, o których wspomniałam. Bardzo lubię jeść pałeczkami, więc kupiłam sobie pięknie zdobioną kolekcję. Przyleciał z nami również zbiór pocztówek, mam na ich punkcie fioła. Odwiedziłyśmy bazarek z amuletami w Bangkoku, tam też Lena wybrała jeden dla siebie, poza tym sporo drobiazgów, tajskie przyprawy oraz trochę spożywczych smakołyków.

Piosenka, która najtrafniej oddaje klimat Waszej podróży?

Leave a comment 2 komentarze

  1. Jej magiczne chwile, można poczuć atmosferę i czar. Mam nadzieję że uda Wam się namówić Kasię z Radosnej Fabryki na jej relację z podróży do Tajlandii. Kadry przepiękne, morze miłości na każdym zdjęciu, które udało się podejrzeć na IG. Proszę spróbujcie 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama