Rozmowa, rozmowa, spotkanie, Sztuka

Rozmowa z Gosią Herbą

Kto potrafi narysować lodorosty i bluszczary, mrozmaryn i mroziele i to w taki sposób, że oddałybyśmy wszystkie ziółka świata za jeden listek tej zmyślonej przez Ficowskiego roślinności?

To robota Gosi Herby, rozchwytywanej ilustratorki, której styl ma w sobie wszystko, co najlepsze z prac klasyków i bardzo osobny rys nowoczesności. Gosia znakomicie interpretuje poezję dla dzieci, bo sama dobrze pamięta swoje dzieciństwo – podpatrywanie ślimaków buszujących na rabatach, swetry pachnące ogniskiem i poparzone pokrzywami łydki. Stąd tyle emocjonalnego ładunku w jej ilustracjach, nostalgii i miękkości. Patrzymy i tkwimy w zachwycie, czego i wam życzymy.

***

Co dodaje ci energii, kiedy wisi nad tobą chmura gradowa w postaci deadline’u? Kawa, herbata, rower? 

Ostatnio zapisałam się na basen, na naukę pływania. Marzyłam o tym całe życie. Teraz, kiedy wracam z lekcji, rozpiera mnie radość i siła.

 

 

Co najchętniej rysujesz?

Każdy nowy temat to wyzwanie i okazja do rozwoju. Po prostu lubię rysować. Wszystko.

 

Czy od zawsze wiedziałaś, że będziesz zajmować się ilustracją? 

Z niczym innym sobie nie radzę. Od małego chciałam rysować i mimo potknięć, złych wyborów i zwątpień, udało się to marzenie spełnić.

 

 

Uwielbiam „Lodorosty i bluszczary”, Twoje ilustracje są w tej książce bardzo komplementarne z tekstami Ficowskiego. Powiedz, co było najtrudniejsze w pracy nad książką, a co sprawiło ci największa frajdę?

Ten zbiór utworów, wspaniale opracowany i skomponowany przez Jarosława Borowca, to wybitne dzieło. Wzruszające, mądre, zabawne. Zadanie było trudne, bo przede mną te teksty ilustrowali mistrzowie: Piotrowski, Truchanowska, Witwicki. Wiersze Ficowskiego budzą we mnie najmilsze wspomnienia z czasów mojego dzieciństwa, otwierają serce. I właśnie szczerość była dla mnie najważniejszym kryterium podczas rysowania ilustracji do „Lodorostów”. Wiersze były jedynie pretekstem do stworzenia równoległej narracji. Czasem rysunki zbliżają się do konkretnego utworu, by na kolejnych stronach zaledwie o tekst zahaczyć jakimś detalem, drobnostką. Czwórka małych bohaterów plus kot, pies i inne zwierzaki to my – dzieciaki z mojego podwórka. Chowamy się w wysokiej trawie i słuchamy, jak ślimaki chrupią liście sałaty. A wieczorem wracamy do domów umorusani, pachnący ogniskiem, z sianem we włosach i bąblami od pokrzyw.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

Kolejną książką, którą zilustrowałaś, jest nowe wydanie „Wierszy dla dzieci” Stanisława Grochowiaka. Czy masz sentyment do polskich poetów, a może czujesz zbieżność z ich sposobem patrzenia na świat? 

Otrzymuję różne propozycje wydawnicze i staram się wybierać te, które uznaję za wartościowe. W przypadku Ficowskiego i Grochowiaka nie było wątpliwości. Ilustrowanie dobrych tekstów literackich daje mi dużą satysfakcję.

Wiem, że malujesz też na porcelanie. Jak traktujesz te aktywności? Czy są uzupełnieniem ilustrowania książek i pracy dla magazynów czy zupełnie inną formą wyrazu? 

Tradycyjne techniki są przyjemną odskocznią od pracy na komputerze. Ilustracje komercyjne czy prasowe powstają głównie jako cyfrowe. Pracując nad ilustracją dla dzieci albo nad własnymi projektami, łączę techniki komputerowe z tradycyjnymi. Nie przywiązuję się do żadnej z metod. Szukam wciąż nowych efektów i dobrze się przy tym bawię. Ostatnio w wolnych chwilach zajmuję się linorytem. Bardzo lubię też gwasz i wycinankę. Kolekcja ręcznie malowanej porcelany powstała kilka lat temu i wędruje po świecie w ramach wystawy Polish Design in the Middle of. Być może jeszcze kiedyś wrócę do tego medium.

This slideshow requires JavaScript.

Pochodzisz z Wrocławia, zatem opowiedz o swoich ulubionych miejscówkach. I koniecznie zdradź, gdzie chadzasz, kiedy potrzebujesz spokoju i resetu od świata? 

No właśnie, miasto mnie często przytłacza. Szczególnie takie, jak Wrocław – niezbyt urodziwe, bo zaniedbane, niezbyt światowe, z ginącą zielenią. Zdarza mi się wyskoczyć do warzywniaka i po drodze odpocząć albo przeżyć przygodę. Idę wtedy bardzo powoli, przystaję, rozglądam się. Najwspanialsze są wiosenne i letnie poranki, kiedy ptaki śpiewają, a miasto dopiero się budzi. Większość czasu spędzam jednak w domu i w pracowni. Słucham marokańskich nagrań Bowlesa i marzę.

Miejsce, w którym zawsze czujesz się dobrze?

Moja pracownia.

This slideshow requires JavaScript.

To opowiedz, jak wygląda twoje miejsce do pracy. 

Moja obecna pracownia jest niewielka. Ustawiłam tam dwa biurka – jedno z komputerem i tabletem, drugie z kredkami, farbami, do pracy tradycyjnej. Na półkach piętrzą się szkicowniki, papiery, pudełka z wycinkami. Mam też rowerek spinningowy – jeżdżę i oglądam seriale.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

Jaki masz widok za oknem?

Teraz za oknem kwitną bzy i bujnie pyszni się zieleń. Wynajmuję mieszkanie na niewielkim osiedlu bloczków z lat 60-tych. Gdyby nie odrapane elewacje, te budynki byłyby zupełnie urocze.

Jakie książki najchętniej czytałaś jako dziecko? 

Byłam chorowitym dzieciakiem i do tego nie radziłam sobie z rówieśnikami. Zimą siedziałam w domu, dużo czytałam i dużo oglądałam. Mieliśmy w domu rodzinnym tysiące książek, w tym masę poświęconych sztuce. Jedną z moich ulubionych był album z reprodukcjami Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga. Pojawiały się tam dwa typy diabłów: czarne, rogate, ogoniaste o wyłupiastych oczach z czerwonymi obwódkami oraz pokryte jasnymi włosami, przypominające mi wielkie psy pekińczyki. W kółko zadawałam sobie pytanie, którego wolałabym na swojego oprawcę. Absolutną miłością książkową był też album o Beatlesach, edycja wydana w 1969 roku w Pradze. Teksty piosenek były po angielsku, opisy po czesku i nic nie rozumiałam. Ale to nie o czytanie chodziło. Na każdej rozkładówce były kolorowe, niesamowite ilustracje, kolaże, zdjęcia, komiksy autorstwa Alana Aldridge’a, Rolanda Topora, Folona, Tomiego Ungerera, Davida Baileya i wielu innych. Takich nasyconych barw nie widziałam wcześniej w żadnej książce.

A z którą książką dla dzieci się nie rozstawałaś?

Jako szkrab zaczytywałam się w Muminkach. Do dziś jestem wielką miłośniczką twórczości Tove. Ilustracje z „Niebezpiecznej podróży” oglądam z niegasnącym podziwem. Pamiętam, że wciąż wracałam do „Alicji w Krainie Czarów” z ilustracjami Olgi Siemaszko – ta z rozdziału „Prosię i Pieprz” była moją faworytką! Uwielbiałam „Ferdynanda Wspaniałego” z ilustracjami Mikulskiego i nieustannie wracałam do „Karampuka” rysowanego przez Stannego. Oglądałam też sporo albumów przyrodniczych – były to atlasy ptaków, gadów, płazów, ssaków, elegancko ilustrowane, z krótki encyklopedycznymi opisami. Ciepło wspominam książkę o ptakach, w której zawarte były fonetyczne zapisy ich treli.

Gdzie i jak najchętniej spędzasz wakacje? Czy masz już plany na lato?

Ostatnio na wakacjach byłam w grudniu, spędziłam je w Rzymie. Lubię podróżować, włóczyć się po obcych miastach, buszować w sklepach z komiksami, odwiedzać muzea. Rok temu odwiedziłam Pekin, wcześniej kawałek Stanów. Teraz marzę o urlopie na łonie przyrody, w jakimś ciepłym kraju. Ciężko mi jednak zaplanować tegoroczny wypoczynek. Szykuje się bardzo dużo pracy i pewnie dopiero zimą będę wolna.

 

 

Czy zdarza ci się pracować przy muzyce?

W pracowni nie słucham muzyki. Wolę ciszę albo audycje nadawane przez BBC Radio Drama.

Dziękuję za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama