inspiracje, Podróże

Dziecko – podróżnik idealny

Natalia jest autorką bloga Tasteaway oraz mamą 6-letniego Maksa i półroczej Jagody. I bazując na swoim ogromnym doświadczeniu konstatuje, że niemowlę to idealny partner do podróżowania. Zgodzicie się?

Naszym zdaniem dziewczyna dobrze wie, co mówi. Bywa, że małe dziecko sprawuje się lepiej w trasie niż w warunkach domowych. Niemowlęta zajęte są snem, zaś starszaki pochłania odkrywanie nowych smaków i obserwacja zwyczajów tubylców. Wiadomo, że nie zawsze wszystko układa się jak należy i zdarzają się awarie, ale uzbrojeni w wiedzę o nowym kraju, spokojni, świadomi i dobrze przygotowani mamy szansę spędzić cudowny czas w niebywałych okolicznościach przyrody. I tak, Natalia z rodziną przebywa teraz w Japonii. Można? Można!

Oto druga odsłona cyklu rozmów o podróżowaniu. Przeczytajcie o cudownych zbiegach okoliczności, o kulinarnych wpadkach, niecodziennych smakach i nieustającym apetycie na kolejne podróże.

***

Kiedy najlepiej zacząć podróżować  z dzieckiem?

Im wcześniej, tym lepiej (śmiech).

This slideshow requires JavaScript.

To samo mówiła Kasia Ciejka.

Bo tak jest! Niemowlak, jeśli tylko jest w miarę przyjaznym egzemplarzem, to idealny partner do podróżowania – najbardziej potrzebuje rodziców, a zwłaszcza mamy i mleka.

Wszystko mu jedno, czy dostaje to w domu, czy podczas podróży do Hiszpanii lub Tajlandii. Wiem, że sporo osób powie: „Z moim dzieckiem się nie dało!”, ale znam też sporo przypadków, gdy dziecko w podróży okazywało się mniej problematyczne niż w domu. Moja córka Jagoda pierwszą podróż odbyła mając 3 tygodnie, syn Maks – 3 tygodnie. Gdy Maks miał 2,5 miesiąca, wyruszyliśmy w miesięczną podróż po Europie, z 3-miesięczną Jagodą wybraliśmy się do Tajlandii.

 

 

Jak siebie samą do takiej wyprawy przygotować, co sobie uświadomić, a z czym się pogodzić?

 

Na pewno warto sobie uzmysłowić to, że podróż z dzieckiem jest inna niż podróż samemu, w grupie przyjaciół lub we dwoje. Jest więcej do roboty – nie można po dniu zwiedzania czy jeżdżenia samochodem beztrosko rzucić się na łóżko i czytać książkę, nie można imprezować do rana, a potem spać do południa (śmiech). Do tego faktu jednak najbardziej zwykle muszą przyzwyczajać się mężczyźni, mamy łapią to w lot (śmiech).

 

 

Jaki jest twój styl podróżowania: czy wolisz intensywnie zaliczać atrakcje czy raczej niespiesznie popijać kawę w kawiarni, przyglądać się ludziom i zwyczajnie pożyć w danym miejscu?

 

Nasze podróżowanie jest spontaniczne. Gdy gdzieś się wybieramy, rezerwujemy nocleg na 3-4 pierwsze dni, a potem planujemy na bieżąco. Gdy gdzieś chcemy zostać dłużej, zostajemy. Gdy nam się nie podoba, wyjeżdżamy. Taki styl podróżowania daje poczucie wolności, nawet jeśli jesteśmy z dziećmi (śmiech). Poza tym sprawia, że ciągle czekają nas niespodzianki – dokąd dziś pojedziemy? Gdzie będziemy za tydzień? Nie lubimy się za bardzo śpieszyć, chociaż czasem zdarzają się intensywne momenty. Jeśli jednak w danej podróży przez kilka dni intensywnie zwiedzamy i jeździmy z miejsca na miejsce, potem staramy się trochę odpocząć na plaży.

Czy wolicie wyjeżdżać z dziećmi w miejsca egzotyczne czy lepiej wam na bezpiecznych wyprawach w Polskę? Gdzie małe dzieci czują się lepiej?

Podróże z dziećmi do krajów egzotycznych wciąż budzą kontrowersje. Nieznane choroby, inna flora bakteryjna, inne jedzenie, inne podejście do bezpieczeństwa na drogach.

Myślę jednak, że – zachowując rozsądek – daleka podróż z dziećmi, choćby i do krajów Azji Południowo-Wschodniej, może być wspaniała. Na pewno też tamtejsza pogoda służy dzieciom. Gdy z Maksem pojechaliśmy na 2 miesiące do Azji, dzieci w przedszkolu zaliczały katary, zapalenia oskrzeli, płuc, szkarlatyny, a on – oprócz 3-dniowej biegunki – przez 2 miesiące był zdrów jak ryba.

 

Jak Maks i Jagoda czują się w trasie? Czy mieliście kiedykolwiek kłopoty w samolocie albo w pociągu?

 

Ani z Maksem, ani teraz z Jagódką nie mieliśmy większych problemów. Maks ma pewnie ponad 100 lotów na koncie – przy lądowaniu płakał mocno tylko jeden raz. Miał wtedy katar i wiem, że przez katar bolały go uszy. To na pewno coś, na co warto zwrócić uwagę przed podróżą z dzieckiem – najlepiej lecieć, gdy kataru nie ma, a jeśli już jest, odpowiednio się przygotować. Zabrać krople do nosa, ewentualnie lek przeciwbólowy na czas startu i lądowania.

 

 

Porozmawiajmy teraz na wasz ulubiony temat – o jedzeniu. Czy przed wyjazdem sprawdzasz ofertę restauracji na miejscu czy zdajesz się na spontan?

Wychodzimy optymistycznie z założenia, że WSZĘDZIE znajdzie się coś dla dziecka. Nie oznacza to bynajmniej, że nasz syn je wszystko. Jest wybredny, ale zarazem przez nasze chodzenie do restauracji i podróże jest otwarty na różne kuchnie. Na pewno bardziej niż np. na warzywa (śmiech). Gdy miał 1,5 roku zajadał się w Tajlandii satayami z kurczaka, wontonami, smażonym ryżem, które popijał wodę kokosową. W Gruzji jadł chaczapuri, w Hongkongu pokochał pierożki dim sum. Zawsze znajdzie się coś dla dziecka! Oczywiście w miejscach typowo turystycznych zadanie jest ułatwione, bo tam zwykle znajdą się klasyki, jak makaron z sosem pomidorowym.

Czy zdarzyło się wam przez omyłkę zamówić coś totalnie niezjadliwego?

Aż tak źle chyba nie było. Zdarzyło nam się być w miejscach, w których nie chcielibyśmy jeść, np. w Birmie na jeziorze Inle Lake, gdzie przewodnik wiezie cię łódką na obiad i nie za bardzo masz wybór. A ten obiad jest najgorszym i najdroższym, jaki jadłeś podczas całego pobytu w Birmie.

Ale przygoda! A czy któreś z dań szczególnie utkwiło wam w pamięci?

Mamy tak wiele dobrych kulinarnych wspomnień, że musiałabym chyba wymieniać i wymieniać. Wspominamy kanapkę ze smażonymi kalmarami jedzoną na śniadanie w Barcelonie, ośmiornicę, którą zjedliśmy w małym baskijskim miasteczku na straganie. Eklerki z Paryża, chińskie pierożki z Din Tai Fung, mango sticky rice na tajskiej ulicy, makarony na południu Włoch i pizzę z ziemniakami w Rzymie, ryby w Howth w Irlandii, mule w Normandii, kartacze w Sejnach tuż przy granicy z Litwą. Naprawdę mogłabym długo wymieniać…

Czy dzięki takim wyprawom kulinarnym udało wam się nawiązać bliskie relacje z lokalsami?

Znamy parę, z którą – przez względy kulinarne – zaprzyjaźniliśmy się w Polsce. W podróży nie jesteśmy tak długo w jednym miejscu, by nawiązać bliskie relacje.

Co pakujecie obowiązkowo w każdą podróż? 

Aparat, telefon, laptop – są dla nas niezbędne, i w podróży, i w pracy zdalnej nad blogiem oraz kiedy ogarniamy nasze firmowe sprawy.

Czy zdarza wam się wyjechać gdzieś we dwoje, bez dzieci? Gdzie się wtedy udajecie?

Wyjeżdżaliśmy bez Maksa i gdy Jagódka będzie starsza, wrócimy do tego. Wtedy wybieramy miejsca, które dla dzieci są mniej atrakcyjne. Nasz ostatni wyjazd bez Maksa, jeszcze w ciąży, to San Sebastian – było pięknie!

Dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama