COODOtwórczynie

Rozmowa z Alicją Safarzyńską-Płatos

„Rodzicielstwo daje nadludzkie pokłady energii, pozwala przekraczać granice wytrzymałości, zmienia i kształtuje na nowo”. Wszystko się zgadza.

Te trafiające w punkt słowa płyną z ust Ali Safarzyńskiej-Płatos, szefowej studia kulinarnego i domu eventowego, mamy 16-miesięcznej Antosi i dziewiątej bohaterki cyklu rozmów COODOtwórczynie, przygotowanego w organicznej współpracy z marką Coodo. Ala znalazła swoja idealną prędkość: ani za szybko, ani za wolno. Jak sama mówi, poranny rozruch zależy od wielu zmiennych i dobrze jest się z tą świadomością pogodzić. Nie stawać na głowie i nie przestawiać szyków na siłę, nie wymyślać dalekich podróży, kiedy młodzi pasażerowie wyraźnie odmawiają współpracy. Zaczekać, poszukać rozwiązań pośrednich, znaleźć spokój. Mnie Ala przekonała, a jak będzie z wami?

*

Wyspałaś się dziś? 

Niestety nie.

I jak po takiej nieprzespanej nocy dźwignąć się do działania?

Też się zastanawiam. To, jaki z Tosią mamy dzień, w dużej mierze zależy od nocy. A że ona do tej pory potrafi budzić się wiele razy, to często wstajemy zmęczone.

No tak, ale Tosia zalicza pewnie poobiednią drzemkę.

I dzięki temu ma znów masę energii, a ja już niekoniecznie. Wtedy najczęściej staram się z nią wychodzić na długie spacery lub do kawiarni dla dzieci, gdzie mam chwilkę dla siebie, kiedy ona jest zajęta zabawą.

 

 

Czyli twoim naturalnym środowiskiem jest obecnie chaos?

Jestem dobrze zorganizowana, więc nie ma u nas chaosu, ale spokojem też bym tego nie nazwała (śmiech). Zarówno ja, jak i mój mąż, Tosia i nawet nasz pies – wszyscy jesteśmy bardzo żywiołowi. Od niedawna rozkręcamy z mężem, który pracuje też w swoim zawodzie, nowy biznes: dom weselno-eventowy. Budujemy, projektujemy, umawiamy miliony spotkań, a do tego Tosia szaleje, więc ciągle coś się dzieje.

Jakie kroki podejmujesz, by uspokoić swoje otoczenie, okiełznać czas i grafik?

Jak wspominałam, nie mam problemów z organizacją, umiem sobie wszystko poukładać, zrobić zakupy i obiad, popracować, odebrać masę telefonów, ogarnąć Tosię, wyjść z psem, itd. Przed jej narodzinami prowadziłam studio kulinarne i sama wszystkim się zajmowałam. Jednak oczywiście dziecko sporo rzeczy komplikuje i wtedy nawet dobra organizacja zawodzi. Tosia potrafi nagle bez powodu zmienić godzinę drzemki albo zarwać noc, może ząbkować albo mieć gorszy dzień. To często krzyżuje nasze plany i wtedy muszę się dostosować, być elastyczna. I chyba ta elastyczność i zgoda na to, że nie zrobię dziś tego, co zaplanowałam, daje mi wewnętrzny spokój.

Ile czasu poświęcałaś pracy przed ciążą? 

Ponieważ zawsze pracowałam w wolnym zawodzie lub prowadząc własny biznes, godziny pracy miałam bardzo elastyczne. Bywały dni lub tygodnie, kiedy pracowałam non stop, siedziałam nocami na eventach lub organizowałam kolejne, ale i takie, kiedy miałam dużo czasu dla siebie. Dzięki temu mogłam podróżować. Komputer miałam zawsze przy sobie i nawet z końca świata musiałam odpisać na maile i przygotować ofertę, ale dzięki temu mogłam na tym końcu świata być.

Ładny rachunek zysków i strat. Na plus.

Tak, choć przyznam, że to mnie bardzo rozpieściło. Kiedy pojawiła się Tosia i okazało się, że muszę spędzać mnóstwo czasu w domu, że często mój dzień ogranicza się do dwugodzinnego spaceru, niemalże wpadłam w depresję. Do tego Tosia od początku była bardzo wymagająca.

Co masz na myśli?

Nie chciała jeździć w wózku, na szczęście akceptowała chustę. Nie znosiła jazdy samochodem, co uniemożliwiało mi samodzielne poruszanie, jadła co 15-30 minut i stanowczo odmawiała butelki, co sprawiało, że właściwie nie mogłam jej z nikim zostawić, o ile nie spała. Dziś jest już znacznie lepiej, także dlatego, że się przyzwyczaiłam do zmienionego trybu życia. Mam obok siostrę i mamę – mogę liczyć na ich pomoc.

 

 

To jest duża wartość. Powiedz jeszcze, jak spędzacie wolne dni?

Przez ostatnie półtora roku nie mieliśmy ich wiele. Każdy luźny moment poświęcamy na Przepitki & Przekąski. Kiedy Tosia śpi, zostawiam ją z siostrą lub mamą i jeżdżę po sklepach wykończeniowych, projektuję, przygotowuję oferty. Nie mamy czasu na wakacje. Ale jeśli już znajdziemy choć chwilkę, staramy się gdzieś pojechać: w góry, nad morze albo na działkę. Podróż jest logistycznie skomplikowana, bo Michał z bagażami jeździ samochodem, a ja z Tosią pociągiem.

Dlaczego tak?

To pozwala nam uniknąć wielogodzinnej samochodowej histerii. Pociąg jest dla córki ciekawy i Tosia lubi nim jeździć. Na bliższe wycieczki jeździmy autem, ale tylko w porze drzemki Tosi i tylko do godziny drogi (śmiech). Zawsze pakowaliśmy się w ostatniej chwili i pędziliśmy spóźnieni na samolot, teraz wyjazd wymaga przygotowań. Co prawda, nadal szybko się pakujemy, ale z wyjazdem musimy poczekać aż Tosia będzie senna czy najedzona.  Z uśmiechem wspominamy nasze szumne plany wyjazdu na narty, kiedy Tosia miała 3 miesiące. Mieliśmy jechać do Austrii z dwiema innymi parami z dziećmi w tym samym wieku. Wydawało nam się to wtedy takie proste – wsiądziemy do auta, pojedziemy do wspólnego apartamentu i będzie świetnie. Okazało się, że Tosia nie zniesie nawet 5 minut w samochodzie. Ale to nie wszystko: dziecko koleżanki się rozchorowało, drugie miało taki czas, że nie spało w nocy. Jak to podsumowaliśmy, to nam wyszło, że urlop w jednym małym apartamencie z trojgiem nieobliczalnych bobasów nie był trafionym pomysłem (śmiech). Musiało minąć trochę czasu, zanim przystosowaliśmy do nowej sytuacji.

 

Czyli zgodzisz się z teorią, że dziecko naturalnie wymusza na rodzicach zwolnienie tempa życia?  

Cóż, i tak, i nie. Dziecko na pewno zmienia życie. Pewnie jedno bardziej, drugie mniej, ale na pewno zmienia. Pamiętam, jak z zazdrością patrzyłam na rodziców w restauracjach, którzy jedli sobie w spokoju obiad, a dziecko gaworzyło w wózku. My jedliśmy na stojąco, w pośpiechu, na zmianę spacerując z Tosią po całej knajpie, bujając ją i śpiewając (śmiech). Czasem rzeczywiście przybiera to formę życia wolnego i rutynowego, i ciężko mi się w tym schemacie odnaleźć. Czasem jednak rośnie jego tempo, bo mam znacznie mniej czasu na wykonanie tej samej czynności, na którą kiedyś poświęciłabym pół dnia. Nauczyłam się gotować jedną ręką w pośpiechu, trzymając nieodkładalną Tosię na rękach, brać 5-minutowy prysznic, jeść w ciągu 2 minut, a nawet robić siku z pasażerem na kolanach (śmiech).

 

 

Sporo nowych umiejętności (śmiech).

Jest tego więcej, aż nie wiem, od czego zacząć! To dla mnie największa i najtrudniejsza lekcja życia, jaką dostałam. Na pewno macierzyństwo nauczyło mnie, że na wiele rzeczy nie mam wpływu. Że po prostu coś musi minąć, a ja muszę to przeczekać. To dla mnie strasznie trudne, bo jestem niecierpliwa. Pamiętam, kiedy Tosia pierwszy raz się przeziębiła i cały dzień potwornie płakała. Byłam przerażona, nie mogłam jej w żaden sposób uspokoić.

Co zrobiłaś?

Chodziłam po klatce schodowej, zjechałam do garażu, nosiłam ją w chuście, spacerowałam i nic. Wieczorem, kiedy wrócił Michał, rozpłakałam się i powiedziałam, że nie wytrzymam ani chwili dłużej, i że jeśli to będzie trwało choćby jeszcze jeden dzień, to oszaleję. Trwało 2 tygodnie!

Jak przetrwałaś ten czas?

Wytłumaczyłam sobie, że rodzice po prostu nie mają wyjścia. Muszą nosić, śpiewać po raz enty tę samą piosenkę, być cierpliwi, wyrozumiali, spokojni i opanowani. Ale to daje poczucie ogromnej siły, bo wiesz, że zawsze dasz radę. Rodzicielstwo daje nadludzkie pokłady energii, pozwala przekraczać granice wytrzymałości. Zmienia i kształtuje na nowo.

 

Jak wypracowałaś w sobie ten balans, który pcha cię do przodu?

Nie mam wypracowanego sposobu na równowagę. Czasem wstaję, mając mnóstwo energii, wymyślam zabawy, a jednocześnie mam masę pomysłów biznesowych. Za to drugiego dnia nie mam na nic siły. Pozwalam sobie na to, by nie być idealną kobietą, w pełnym makijażu i na obcasach, ćwiczącą codziennie na siłowni. Uważam, że na wszystko jest w życiu czas.

A teraz, w tej właśnie chwili, na co jest czas w twoim życiu?

Teraz mam czas, w którym poświęcam się dla rozwoju małego człowieka. Owszem pracuję przy tym i nie siedzę w domu, ale staram się być z Tosią jak najwięcej, obserwować ją, odpowiadać na jej potrzeby. Wiem, że te trudności będą trwać tylko kilka lat, że za chwilę pójdzie do przedszkola, szkoły, a moje życie znów nabierze dawnego tempa. Chcę jej dać ten czas, chcę być obecna, nawet kosztem wyrzeczeń czy braku czasu dla siebie. Nie oczekuję, że kiedyś będzie mi wdzięczna. Liczę na to, że będzie szczęśliwym, wartościowym, pewnym siebie człowiekiem. I to chcę jej dać.

Kiedy już znajdujesz chwilę na relaks, to co robisz? Gdzie szukasz odprężenia?

Najbardziej relaksują mnie małe przyjemności, coś słodkiego, książka, film. Lubię też zmianę otoczenia, nabieram wtedy innej perspektywy. Dlatego uwielbiam podróżować. Czasem najlepszym relaksem jest dla mnie chwila samotności i świadomość, że mogę wyłączyć trzecie oko, które zawsze sprawdza, czy Tośka przypadkiem nie buja się na lampie (śmiech).

Ale żywioł z tej Tośki!

Tosia jest małym, szalonym urwisem, wulkanem energii. Wstaje o 6 rano i nie ma mowy, żeby poleżeć jeszcze choć chwilę. Biega, gada po swojemu, łobuzuje. Ma absolutnie rozbrajający uśmiech. Jest bardzo radosna i to często wprawia mnie w dobry nastrój. Jest przy tym bardzo absorbująca, wszystko musi zobaczyć, dotknąć. Kiedyś trzeba było ją non stop nosić, teraz, na szczęście, już biega i jest łatwiej. Nie umie jeszcze się zająć sama sobą. Trzeba z nią rysować, oglądać książki – potrzebuje ciągłej atencji.

Gdybyś miała podsumować ten czas, od kiedy jest Tosia, jakie słowa byłyby odpowiednie?

Pamiętam, że kiedy skończyła rok, pomyślałam sobie, że to był najtrudniejszy rok mojego życia. I że cieszę się, że mam go już za sobą, a równocześnie nie zamieniłabym go na nic innego.

Dobrze powiedziane. Dzięki za rozmowę.

Tosia nosi się stylowo, a jakże. Wybrała musztardowy rampers z kapturemwrzosową bluzkę z długim rękawem, bezrękawnik i pudrową koszulkę.

*

Zdjęcia: Monika Kraińska
Rozmawiała: Dominika Janik

*

Alicja Safarzyńska-Płatos

Rocznik 86′. Mama 16-miesięcznej Tosi, żona Michała, warszawianka. Wraz z mężem prowadzi Przepitki & Przekąski, czyli miejsce, w którym organizowane są wesela, imprezy plenerowe i eventy. Od kilku lat pracuje w gastronomii, przez 5 lat prowadziła stołeczne, kulinarne Smart Studio. Z zamiłowania narciarka, podróżniczka i amatorka dobrego jedzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.