Mama, rozmowa

Coodotwórczynie

Tydzień temu skończył się najważniejszy rok w życiu Kamili Kuboth-Schuchardt, aktorki filmowej i teatralnej, projektantki i mamy 11-miesięcznej Tosi. Czy wszystko dzieje się wolniej, od kiedy została mamą, a może pędzi ze zdwojoną prędkością? Tego dowiecie się za chwilę.

Fajnie się składa, bo rozmowa z Kamilą jest siódmą z kolei – szczęśliwą! – i pierwszą w tym roku pogawędką z cyklu Coodotwórczynie, tworzonego wspólnie z marką Coodo. Dziś gawędzimy o nowym tempie życia, dbaniu o związek z mężem i o samą siebie, o ambicjach, które – jeśli trzeba – dają się okiełznać wyzwaniom codzienności, o improwizowaniu i czerpaniu z tego frajdy, lubości do pracy i godzeniu jej z logistyką macierzyństwa. I o byciu sobą, niezmiennie roześmianą i wdzięczną za to, co przynosi nowy dzień. Kamila, dzięki za to!

*

Jak wyglada wasz typowy dzień? O której wstajecie, co robicie dla porannej rozrywki?

Wstajemy wtedy, kiedy do życia budzi się Tosia. Oboje z mężem jesteśmy aktorami i nasza praca rozpoczyna się o nieregularnych porach, więc z reguły dopasowujemy się do córki. Jest to zwykle godzina 7, a czasem nawet 8:30, bo zdarza się, że dziecko łaskawie pośpi trochę dłużej.

 

 

A jeśli już wykaraskacie się z pościeli, to co się u was dzieje? 

Staramy się jadać wspólnie posiłki, szczególnie śniadania. A ulubionym daniem śniadaniowym naszego dziecka jest bułka. I pomimo że się matka stara: przygotowuje kaszki jaglane, płatki ryżowe, tarte jabłuszka, to i tak w konkursie na popularność zawsze wygra bułka.

Trudno się konkuruje z czystą doskonałością. A powiedz, jak układa wam się reszta dnia? Jest spokojnie czy trzeba pędzić, żeby zdążyć?

Dla porządku ustaliliśmy sobie ramy naszego dnia, których się trzymamy. I tak zaczynamy dzień od wspólnego śniadania, a kończymy na rytuale wieczornym, który uzmysławia Tośce, że już zaraz pójdziemy spać. Tym rytuałem jest kolacja i kąpiel. Tosia uwielbia wodę od samego początku, dlatego kąpiemy ją niemal co wieczór. Następnie kładziemy się spać. Gdy była malutka, masowaliśmy ją przed każdą kąpielą, dzięki temu pozbyliśmy się drobnych napięć mięśniowych. Teraz jest już zbyt ruchliwa, by wyleżeć na masażu.

 

 

Jak umawiacie się z Tomkiem w kwestii opieki nad Tosią?

O ile ranki i wieczory wyglądaja raczej podobnie, to część dnia między śniadaniem a kolacją jest u nas mocno improwizowana. Wtedy właśnie wymieniamy się z Tomkiem opieką nad Tosią. On pracuje prawie codziennie, ja wtedy, kiedy mogę, a niestety, nie mamy w Warszawie nikogo do pomocy. Jedni dziadkowie mieszkają na północy, a drudzy na południu Polski, przez co jesteśmy zdani na siebie. I wiesz, całkiem dobrze nam to wychodzi. Zdarza się nawet, że wyjeżdżamy gdzieś wspólnie poza miasto, a gdy mamy mniej czasu, wybieramy się do pobliskich Łazienek.

A kiedy zostajecie w domu?

Uwielbiamy muzykę i od wczesnego dzieciństwa puszczaliśmy Tosi różne utwory. Ona ma już swoje ulubione kawałki, które rozpoznaje, i na które bardzo żywiołowo reaguje. Do tych kawałków uprawiane są tańce, hulanki i swawole. Tosia też bardzo lubi książeczki, ma swoje ulubione i spędza nad nimi sporo czasu sama. Wtedy także mnie udaje się coś przeczytać, więc mogę powiedzieć, że dla rozrywki z moją córką czytamy książki (śmiech).

Czy masz poczucie, że jesteś w permanentnym niedoczasie? 

Zdecydowanie tak. Wszędzie się spóźniam, choć bardzo tego nie lubię, ale czasem mam wrażenie, że Tosia wyczuwa moment, w którym muszę wyjść i opóźnia każdą swoją czynność, bylebym dłużej z nią została (śmiech). A nawet kiedy jadę z nią, to ten czas, który z założenia poświęcałam sobie i swojemu wyjściu, muszę dzielić na dwoje. Mam jednak wrażenie, że czas przed Tosią był mocno nierówny i nieusystematyzowany. Bardzo często kończyłam pracę po 22, potem szłam ze znajomymi w miasto. I tak dzień kończył się późno i późno zaczynał. A teraz ci znajomi pytają: „Pewnie jesteś zmęczona, bo musisz tak wcześnie wstawać?”. A ja wcale nie jestem zmęczona! Oczywiście, bywają trudne momenty, jak przeziębienia czy ząbkowanie Tosi, ale tak na co dzień wszystko się ułożyło. Może nie idealnie pod kreskę, ale na pewno dzień jest teraz dla nas dniem, a noc nocą.

I to jest ta zasadnicza zmiana, która odbywa się w rozkładzie dnia młodych rodziców. Początkowo bolesna, ale jakie przynosi korzyści!

Zgadzam się. Czas studiów był dla mnie szczególnie intensywny: zajęcia, próby, imprezy, spotkania towarzyskie, ale teraz jest czas dla Tosi. Ona potrzebuje mnie i czasu, który spędzamy wspólnie. Przeczytałam gdzieś, że dla dziecka mama jest kimś najlepszym na świecie, nikt jej nie dorówna. To mną wstrząsnęło i rozczuliło mnie bardzo, gdy pomyślałam sobie, że jestem dla niej tą ulubioną osobą, z którą najchętniej spędza czas. Ta świadomość dodaje sił w momentach, kiedy tak bardzo chcesz pobyć sama.

 

 

Czyli przyznajesz, że zwolniłaś tempo, od kiedy zostałaś mamą?

Na pewno zdecydowanie wyraźniej czuję upływ czasu. Tosia ma prawie rok i tempo jej rozwoju jest niewyobrażalne. Liczba zmian i dokonań, odkryć, zaspokojonej ciekawości i radości! Ten rok minął mi bardzo szybko. Ale czuję, że to nowe tempo wszystko mi poukładało, że dopasowujemy się do ram czasowych, które wyznacza nam Tosia i oboje z Tomkiem funkcjonujemy w nim całkiem sprawnie.

Co robisz, żeby na chwilę się zatrzymać w tym codziennym młynku, złapać balans? 

Wiesz, ja mimo wszystko bardzo lubię ten młynek (śmiech). Przywykłam do tego. Sama mam trzech braci i nasz dom rodzinny był zawsze wypełniony ludźmi: babcie, ciocie, przyjaciele moich rodziców i nasi znajomi. Rodzice lubili otaczać się ludźmi i my tworzymy nasz dom w podobny sposób. U nas też często jest dużo gości, każdy dostanie herbatę, obiad czy nocleg, jeśli tego potrzebuje. Nie stronimy też od spotkań z przyjaciółmi u nas w domu, także teraz gdy jest z nami Tosia. Jasne, że to sprawia, że kończą się one wcześniej niż kiedyś i są bardziej stonowane, ale wciąż dużo się dzieje i lubimy to, a Tosia nie boi się nowych osób, jest otwarta i radosna w towarzystwie.

Ale pewnie zdarzają ci się chwilę, kiedy potrzebujesz oddechu.

Każdy potrzebuje chwili, żeby pobyć samemu. Ja mam od tego zajęcia taneczne, na które staram się regularnie uczęszczać. Bardzo relaksuje mnie gorący prysznic, zakupy i spotkania z przyjaciółką. Ale nadal, bardzo lubię być w moim domu, z moimi ludźmi. Dlatego myślę, że ten młynek przylgnął już do nas jak drugie nazwisko (śmiech).

 


W jakim stopniu praca cię obecnie pochłania? Czy to jest dla ciebie gorący czas?

Mam to szczęście, że uwielbiam swoją pracę. Mój tata kiedyś mi powiedział, że jeśli będę lubiła to, co robię, to nigdy nigdy nie przepracuję ani jednego dnia. I to się sprawdza. Z wykształcenia jestem aktorką, skończyłam krakowską szkołę teatralną, tam poznaliśmy się też z moim mężem. Uwielbiam być na scenie, bardzo cenię swój zespół w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Praca aktora daje mi także wiele innych możliwości: mogę pracować w radiu, robić dubbing, grać w filmach, czytać audiobooki. Wychodzenie do pracy zawsze było i jest dla mnie wielką radością. Do pracy wróciłam, gdy Tosia miała 2 miesiące. Dyrektor mojego teatru, pan Maciej Englert, bardzo mi to ułatwił. Jeździliśmy całą rodziną na spektakle, mieliśmy oddzielną garderobę, nie musiałam czekać do końca spektaklu, więc mogłam wracać wcześniej z Tosią do domu. Przygotowano dla mnie wszelkie udogodnienia, bylebym tylko mogła grać i to było dla mnie bardzo odświeżające i resetujące. Od października zaczęłam nowy sezon w teatrze, moją ostatnią rolą była Ofelia w „Hamlecie” i na te spektakle jeździłam do teatru już bez Tosi. Tata dał sobie świetnie radę, a ja mogłam wreszcie doczekać do ukłonów, grać ze spokojną i wolną głową.

Wspominałaś, że poza teatrem masz jeszcze jedną pasję.

Rzeczywiście, od pewnego czasu – wcześniej hobbystycznie, a teraz już bardziej na poważnie – zajmuję się aranżacją wnętrz. Powoli wchodzę w nowy projekt, który rozpoczynamy w styczniu.

Co to będzie?

Aranżacja mieszkania na Ursynowie. Parę projektów mam już za sobą, dają one upust mojej wyobraźni. Myślę, że praca aktora i dekoratora wnętrz mają ze sobą wiele wspólnego, jest między nimi łączność i to mi się podoba. Gdy pracuję jako dekorator, koncentruję swoje wysiłki na tym, by stwarzać ludziom dom, to ma w sobie coś z magii.

Na co najbardziej brakuje ci teraz czasu, a na co masz go więcej niż kiedykolwiek?

Brakuje mi czasu na randki z mężem (śmiech). To bardzo ważne dla związku, by znaleźć czas tylko dla siebie nawzajem i staramy się o to dbać, ale często brakuje nam czasu. Pomagają nam przyjaciele i gdy tylko u nas bywają, pędzimy z Tomkiem gdzieś razem, np. do kina. Za to zdecydowanie więcej czasu mam na spacery. Na szczęście w Warszawie jest tyle zieleni i parków, że opcji nam nie brakuje. Mam też więcej czasu na bycie w domu. To dobrze, bo lubię nasze miejsce. Wcześniej dom był dla mnie i dla Tomka tylko przystankiem, a teraz jest naszą ostoją. Dzięki temu możemy wiele czasu spędzać we trójkę, a to wielki dar – przeżywać rodzicielstwo wspólnie.

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie?

Od września jestem członkiem grupy tanecznej Super Dorośli Caro Dance i właśnie przygotowujemy się do mistrzostw Polski w kategorii Hip Hop. Dwa razy w tygodniu jeżdżę na treningi i to jest czas tylko dla mnie. Przyswajanie choreografii i nadążanie za tempem narzucanym przez grupę to duży wysiłek, ale dzięki temu całkowicie się resetuję, bo nie ma szans pomyśleć o czymkolwiek innym.

A teraz zdradź swoją supermetodę na to, by być tak aktywną i wciąż mieć w sobie spokój.

Z tym spokojem to nie jestem pewna. Naprawdę tak mnie odbierasz? (śmiech)

Serio serio.

A ja się sobie wydaję taka rozedrgana, mam sto pomysłów na minutę. Na pewno pomaga mi obecność Tomka. Jest niesamowitym tatą, jego odpowiedzialność i kreatywność w spędzaniu czasu z Tosią nieustannie mnie rozczula. Tomek sprawił, że przez całą ciążę śmiałam się do łez, chyba nigdy wcześniej tak często się to nie działo. Czasem łapię go na tym, z jakim podziwem na mnie patrzy, na mnie jako mamę. Jesteśmy razem 10 lat, a ja mam szansę w jego ojcostwie poznawać go na nowo. Jestem bardzo szczęśliwa. No masz, i znowu płaczę, tym razem ze wzruszenia (śmiech).

Dziękuję za tę opowieść.

*

Tosia nosi z wdziękiem wrzosowy rampers, grafitową sukienkęogrodniczki w kolorze khaki, korzysta też z bambusowej pieluszki i wrzosowego kocyka.

*

Rozmawiała: Dominika Janik
Zdjęcia: Ewa Przedpełska / fąfel.eu

*

Kamila Kuboth

Rocznik 1986. Pochodzi z opolszczyzny, skończyła studia na PWST w Krakowie na Wydziale Aktorskim. Od 2012 roku jest związana z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Od niedawna pracuje także jako projektantka wnętrz, jest na etapie zakładania wspólnej działalności ze swoim tatą, który jest stolarzem. Wraz z mężem i córką Tosią mieszkają w Warszawie.

Leave a comment 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama