inspiracje, Mama, Rozmowa, spotkanie

Chwile do zapamiętania

Podobno mężczyźni też noszą ciążę. Na swój sposób. Nie mówimy tu o rosnących czasem brzuszkach, ale o emocjonalnej huśtawce, napięciu, oczekiwaniu, a niejednokrotnie niepewności jaka towarzyszy im podczas tych miesięcy.

 

Faceci płaczą. Oj, płaczą jak bobry – wystarczy zapytać ich o pierwsze spotkanie z małym człowiekiem, który przychodzi na świat i przewraca go do góry nogami. Redefiniuje czym jest siła, męskość, emocje i odpowiedzialność. Strąca z piedestału dotychczasowe priorytety. Dziś nasze chwile do zapamiętania wraz z La Millou są szczególne, bo głos oddajemy właśnie tacie. I nie wstydzi się powiedzieć, że gdy zobaczył syna, to ryczał jak dziecko.

Z Marysią, Bartkiem i małym Stasiem spotykamy się na warszawskim Wilanowie. Bartek na co dzień jest tatuatorem i właścicielem studia Caffeine Tattoo w Warszawie. Pasja zdobienia ciała obrazkami obrodziła wieloma fantastycznymi zdarzeniami, podróżami i spotkaniami w moim życiu. Największym szczęściem jednak było poznanie mojej kochanej  małżonki. Poza byciem mężem, tatą i tatuatorem, mój pozostały czas konsumują treningi oraz motocykl. No to co nieco o Bartku już wiemy, ale nie przyszłyśmy rozmawiać o trendach w tatuażu, choć to temat arcyciekawy. Może na następne spotkanie!

Rozmawiamy więc na parterze, oparte o łóżko, skąd maluch zalotnie na nas spogląda i choć otulony kołderką La Millou, ani myśli spać. Bartek, czas na wspominki!

***

 

Czy pamiętam dzień, w którym dowiedziałem się, że będę ojcem…
Doskonale pamiętam ten moment. Ale u nas nie było zaskoczenia. Nie było imprezowej wpadki czy zapomnienia się. Czekaliśmy na ten moment, więc euforia była wielka. Jestem wciąż młody stażem jako tatą, Staś ma ledwie 11 miesięcy. Wszyscy wkoło zapewniają mnie, że czas, by się wykazać jako tata, dopiero przyjdzie, więc czekam z niecierpliwością. Na tę chwilę starczają mi zmiana pieluch, zabawa na macie, karmienie, spacer, kąpiel i noszenie na rękach. Bycie tatą to dużo więcej niż to, ale czuję, że przyjdzie na to odpowiedni czas!

Czy czegoś się bałem? Zdecydowaliśmy się na potomka w momencie życia, kiedy nie było sensu odsuwać już tego w czasie. Zawodowo obydwoje znaleźliśmy się w na tyle komfortowej sytuacji, by moc przełożyć swoją uwagę na inną, ważniejszą sprawę.

 

Gdy Marysia oświadczyła mi, że jesteśmy w ciąży – była wielka radość i motywacja do działania. Nie miałem nawet chwili zawahania, bo w sumie przed czym? Nie byliśmy upojeni tą myślą. To bardziej była ekscytacja i fantazjowanie – jak to będzie. Było planowanie, przygotowywanie się, czytanie książek oraz co najważniejsze – cieszenie się ostatnimi miesiącami we dwójkę. A to właśnie chyba możliwość pożegnania swojego dotychczasowego życia i pogodzenie się z tymi nieuchronnymi zmianami jest najważniejsze.

Staś siłuje się na kocu i pokazuje gdzie siłacze mają wąsy! Strongmani, pasuje tu idealnie.

Faceci znoszą ciąże różnie… Tu muszę przyznać, że mieliśmy „złote rozdanie”, jeśli chodzi o bycie w ciąży. Marysia znosiła ten stan doskonale. Miała nadwyżki siły i chęci do działania. Nie było mdłości, osłabienia, apatyczności czy braku humoru. Była wręcz niestrudzona do wszystkiego, do życia.
Ciąża w małżeństwie to jest fascynujący proces. Te dziewięć – w sumie dziesięć – miesięcy, to taki czas na akceptację nadchodzących zmian. Przygotowanie się na role życia. Zrobienie w związku miejsca na nowa osobę, która ma pochłonąć całą atencję. Cudowny czas.

Nasze pierwsze spotkanie? Nim wziąłem go w ramiona, minęła chwila, bo mieliśmy komplikacje przy porodzie.
Kiedy się urodził, ja ryczałem jak dziecko, a Marysia się do mnie uśmiechała. Później, gdy był pod lampą, byłem przy nim, on trzymał mnie mocno za palec. Te maleńkie pomarszczone palce usmarowane smółką i to oczko łypiące na mnie z tej maleńkiej główki odkrytej czapeczką. Niesamowite doświadczenie.
Czy coś jest trudnego w byciu ojcem… W byciu tatą jedynym minusem jest to, że mama ma zawsze racje i trzeba baczyć na jej zdanie, ha ha! Wszystko inne to czysta przyjemność.

 

Czy rodzicielstwo coś zabiera? Tu nie ma bilansu zysku i strat. To jest inne życie. Człowiek po 20 godzinach na nogach wciąż potrafi się idealnie wyspać i być gotowym do kolejnego dnia, bo nie ma innej opcji. Z takim małym szkrabem, każdy dzień jest nauką świata od podstaw. Zacząłem widzieć rzeczy prościej, niż do tej pory. Nauczyłem się myśleć więcej o swoim zdrowiu, bo muszę być w formie, by być przy moim synu, gdy będzie mnie potrzebował. Na wszystko patrzę przez pryzmat bezbronnej istoty, o którą muszę dbać, dla której muszę mieć czas i energię.

Swojego syna chciałbym nauczyć, żeby był po prostu dobrym człowiekiem i nie poddawał się mimo porażek. Marzył i cieszył się drogą, a nie celem. Kochał życie.

Tyle i aż tyle. Siła tkwi w prostych słowach. Dziękujemy wam za dobrą energię o poranku!

rozmawiała: Kasia Karaim

zdjęcia: Kasia Rękawek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama