Moda, Rozmowa, rozmowa, spotkanie

Ana kocha kolor

Ana Bianchi, założycielka marki PaperGirl, lubuje się w pracach polskich ilustratorów i nigdy nie traci rezonu, ani dobrego humoru. A kiedy jest już bardzo źle, udaje się na drzemkę i problemy znikają. Same!

To już nam coś mówi o bohaterce tego artykułu. Że ekstremalnie zajęta i świadoma czasowych niedostatków, ratuje swój przegrzany umysł snem. Ana pracuje niemal bez przerwy, wykonując bardzo przyziemne biurowe prace, jak i sporo kreatywnej roboty. Do tego jest mamą 7-letniej Florencji, szczęśliwą żoną Alberto i świetnie zorganizowaną kobietą biznesu. Przy tym wszystkim zachowuje romantyzm, porywczość podlotka i szczery zachwyt nad światem.

Wzorzyste tkaniny, zaprojektowane przez pochodzącą z Meksyku Anę, stają się kanwą opowieści, spisywanych potem przez nią w książeczkach dodawanych do sukienek. Niektóre z nich są tak piękne, że aż trudno uwierzyć, że istnieją naprawdę. Dlatego tak bardzo kojarzą nam się z historią Oślej Skórki i sukienkami w kolorze pogody, księżyca i słońca. Jak to dobrze, że są już dostępne w Polsce. Posłuchajcie rozmowy z autorką tych wspaniałości, Aną Bianchi.

***

Coś mi mówi, że lubisz swoją pracę.

Uwielbiam. To jest dla mnie wymarzone zajęcie, bo mogę robić to, co lubię i w czym jestem dobra.

 

Co dokładnie wchodzi w zakres twoich obowiązków?

Zajmuję się mnóstwem sprawiających frajdę spraw: projektuję sukienki, tworzę wzory i nadruki na wszystkie tkaniny, piszę i ilustruję książki związane z kolekcją. Zarządzam też marką – to ogrom rzeczy, od projektowania logo i aplikacji graficznych po zabieranie głosu w kampaniach marketingowych i social media.

 

 

Sporo tego.

Hola, to nie wszystko! (śmiech). Mam też sporo bardzo odpowiedzialnej i ambitnej roboty, jak nabywanie, preprodukcja i kierowanie procesem produkcyjnym, no i wszystkie inne, mniejsze biznesowe sprawki. A że jesteśmy niewielką firmą, wykonuję też sporo mniej prestiżowych zadań. Mój zespół jest raczej mały, współpracujemy na luźnych zasadach, pracujemy, kiedy jest taka potrzeba, bez żmudnego przesiadywania w biurze.

Dobre podejście! Kto najbardziej cię wspiera?

Demetra, kierownik operacyjny w Paper Girl, ma mnóstwo papierkowej roboty, ale jest też cudownym wsparciem. Jak ja tego potrzebuję! Żywot przedsiębiorcy to nie kaszka z mlekiem. Potrzebujesz kogoś, kto trzyma rękę na pulsie i dba o to, bym była skupiona i pozytywnie nastawiona w trudniejszych momentach.

Natasha, moja utalentowana edytorka, ma oko na pisane przeze mnie teksty. Pochodzę z Meksyku, a wszystkie książki piszę po angielsku, który jest moim drugim językiem. I ostatnia sprawa, ale nie mniej ważna, to współpraca z fabryką, której mogę zaufać. Tamtejsze krawcowe to artystki, które tną i zszywają wszystkie sukienki – dokładnie według moich specyfikacji.

Masz wiele umiejętności, mogłaś robić wszystko. Czemu zdecydowałaś się na branżę modową?

Odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie do działań artystycznych. Próbowałam swoich sił w malowaniu farbami olejnymi, akwarelami, w rzeźbie i rytownictwie. Najwięcej czasu i energii poświęcałam grafice, ale regularnie sprawdzałam się w innych dziedzinach. A ilustracja i tkanina zawsze bardzo mnie interesowały.

 

 

Które ze zleceń najmilej wspominasz?

Największym wyzwaniem, jakiego się podjęłam, było zaprojektowanie logo i wzoru, który miał być namalowany na samolotach linii Air Canada i American Airlines.

Duża rzecz, jak się do tego przygotowywałaś?

Pracując dla American Airlines spędzałam mnóstwo czasu w hangarach w oczekiwaniu na moment, kiedy farba wyschnie. To było jak medytacja – wreszcie miałam czas, by zastanowić się nad tym, co chcę dalej robić. Moja córeczka miała w tamtym czasie 2 lata, odkrywałam świat ładnych dziecięcych przedmiotów, czytałam jej mnóstwo pięknie ilustrowanych książek i bardzo za nią tęskniłam w czasie podróży służbowych. Mniej więcej w tamtym czasie wpadłam na pomysł marki, która skupiałaby w sobie opowiadanie historii i dobrą ilustrację – od zawsze jestem fanką prac polskich ilustratorów. Złożyłam wszystkie pomysły razem, stworzyłam linię ubrań, zaprojektowałam kilka zabawek i wystartowałam z pomysłem łączenia ilustracji z opowieściami, umieszczając je na tkaninach, tapetach, plakatach itd. Tak więc PaperGirl to nie wyłącznie marka modowa, to raczej marka lifestyle’owa, w której centrum zainteresowania jest celebrowanie wytworów wyobraźni.

 

 

Czyli lubisz tkaninę we wszystkich jej przejawach?

Więcej, ja się kocham się w tkaninach! Od ręczników kuchennych i starych koronek, przez materiały z różnych stron świata, aż po bele ekskluzywnych tkanin, używanych w świecie wielkiej mody. Kieruje mną miłość do printu, zachwyca mnie także rzeźbiarski wymiar mody. To, że bierzesz w dłonie kawałek elastycznego materiału i po udrapowaniu, cięciu i szyciu otrzymujesz trójwymiarową przestrzeń, w której twoje ciało może się rozgościć. Dobrym przykładem jest nasz model X-dress – prosta, otulająca ciało konstrukcja, która po zetknięciu z odbiorcą staje się dziełem sztuki.

 

Dużą wagę przykładasz do wspierania rozmaitych organizacji działających na rzecz dzieci, m.in. Girls Write Now (pisałyśmy o niej tu).

Nie ma nic lepszego, niż wykonywanie pracy, którą się lubi, i dzięki której można nieść pomoc osobom potrzebującym. To nasza naczelna intencja. Od samego początku działalności współpracujemy z organizacjami non-profit, ale też z muzeami, jak nowojorska CMA czy CMEE w Hamptons. Girls Write Now to szczególnie bliska mi organizacja. W jej skład wchodzą mentorki wspierające nastolatki z pisarskim zacięciem. Chcę mieć swój udział w rozwoju GWN, mimo że nastolatki nie mieszczą się w mojej rozmiarówce – ubieramy dziewczynki w wieku od 9 miesięcy do 6-7 roku życia. Ale widzę w tym wielką wartość, dlatego chcę się dołożyć.

Niedawno przeniosłyśmy naszą siedzibę z Nowego Jorku do San Francisco East Bay, zamierzam wciągnąć się we współpracę z lokalnymi organizacjami non-profit.

Osoba, która z taką dezynwolturą i fantazją bawi się kolorem, musi mieć do niego szczególny stosunek. Lubicie się?

Kocham kolor! Gdy kilka lat temu musiałam przestawić się krótko grupie projektantów, myślą przewodnią mojego wystąpienia było zdanie: „Ana kocha kolor”. Gdy moja córeczka pyta mnie o to, jaką mam supermoc, odpowiadam jej, że to wyczucie koloru. Uwielbiam subtelne odcienie na równi z nasyconymi, stonowane kolory ziemi i intensywne, ostre barwy.

 

 

Czy masz swoje ulubione przybory, bez których nie zaczynasz rysować?

O tak, kiedy mowa o materiałach służących do pracy, wychodzi ze mnie snobka. To nie znaczy, że zawsze używam najdroższych ołówków czy pędzli, ale mam swoje typy i ich się trzymam. Dostrzegam zalety ekskluzywnego papieru do akwareli Senneliera, ale najchętniej używam popularnego papieru dla dzieci marki  Kid Made Modern, który mogę kupić w supermarkecie. Produkuje go Todd Oldham, były projektant mody.

Używam ołówków Pentela i mam nieodparte wrażenie, że papier i kredki to najznakomitsze wynalazki ludzkości. Co się tyczy akwareli, zwykle zaopatruję się w Windsor & Newton.

 

Co jest najprzyjemniejszą stroną twojej pracy?

Najwięcej radości daje mi praca kreatywna, projektowanie i wymyślanie historii o sukienkach i o samej marce.

 

A co najgorszą?

Najtrudniejsze i najbardziej czasochłonne jest zwiększane zasięgu sprzedaży. Współpraca z butikiem Malulo jest w tym kontekście bardzo budująca. To w nim zaczęto sprzedawać naszą kolekcję w zeszłym roku i mam wielką frajdę z naszej współpracy!

Kim chciałaś zostać, gdy już dorośniesz?

Dla mnie zawsze było jasne, że będę artystką, najlepiej taką pokroju Picasso, realizująca się w wielu różnych dziedzinach sztuki.

Czy zechciałabyś podzielić się z nami swoim ukochanym wspomnieniem z dzieciństwa?

Pamiętam moje przygotowania do Święta Trzech Króli. Pochodzę z Meksyku, a w tym kraju dzieci wysyłają listy nie do Mikołaja, tylko do Trzech Mędrców. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek prosiła o zabawki, zawsze chciałam otrzymać przybory do prac plastycznych. Co roku 6 stycznia uwielbiałam rozdzierać papier i znajdować kolejne pudełko akwareli, zestaw pędzli albo błyszczące pudełko marki Caran d’Ache.

Jak udaje ci się zbalansować czas dla rodziny z czasem spędzonym w pracy?

Uprawiam zaawansowaną żonglerkę – trzymam piłkę wystarczająco długo, by móc bezpiecznie przekazać ją drugiej ręce, zanim jeszcze będę musiała złapać kolejną piłkę. Uff! Czasem jestem w stanie żonglować tylko dwiema piłeczkami, ale bywają dni, gdy obowiązków jest znacznie więcej. Wtedy z reguły wszystko się wali, muszę zrobić sobie przerwę, ponownie się skoncentrować i zacząć całą pracę od początku.

Pracuję zwykle o poranku, w godzinach kiedy dziecko jest w szkole a czasem, kiedy jest taka potrzeba, nadrabiam późno w nocy. Popołudniami zwykle spędzam czas z córką, odrabiamy pracę domową albo zabieram ją na zajęcia piłki nożnej. A kiedy zostajemy w domu, bez przerwy rysujemy, pracujemy razem w ogródku albo dbamy o nasze winorośle. Ale przede wszystkim uwielbiamy trajkotać, szczególnie podczas spacerów z naszym mopsem o imieniu Pepa. Wieczorem wspólnie jemy kolację, po kolacji spędzam trochę czasu z mężem. Dzień, jak sama widzisz, mam wypełniony po brzegi, dlatego staram się zapadać w drzemki, kiedy tylko mogę.

Co szykujesz w najbliższym czasie?

Intensywnie pracujemy nad stworzeniem bloga OurIllustratedLife.com, gdzie będę dzielić się ze światem ciekawostkami z naszej pracy, informacjami o tym, jak powstaje kolekcja, co mnie inspiruje, jak mieszkam i co lubię. Moje życie osobiste regularnie przeplata się z pracą, dlatego takie nowe miejsce w sieci może stać się platformą wymiany doświadczeń z innymi przedsiębiorczymi mamami. Na to liczę!

 I tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

***

Najnowsza kolekcja PaperGirl dostępna jest w sklepie Malulo.pl (uwaga, trwa wyprzedaż – nie przegapcie tych pięknych sukienek w dobrej cenie!). Druf=ga dobra wiadomość jest taka, że do końca tygodnia obowiązuje darmowa dostawa – wystarczy tylko wpisać w formularz zamówienia kod: DARMOWADOSTAWA.

Rozmawiała: Dominika Janik

 

 

 

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama