Mama, rozmowa

Alex Mru Kijania: Nagość jest wolnością

To szczęście i przywilej spotkać dziewczynę, która od dzieciństwa lubi się ze swoim ciałem, bo w takim duchu została wychowana. To zakrawa na cud w naszej szerokości geograficznej.

Poznajcie Alex Mru Kijanię, modelkę, malarkę, pasjonatkę jedzenia i mamę półrocznego Lewka. Alex pięknie opowiada o swojej babci, która oswajała ją z nagością i pozwalała zrozumieć, jak ważna jest samoakceptacja. Ale to za chwilę.

W nabraniu sympatii do samej siebie pomaga smarowanie, wklepywanie, masowanie ciała, a to wszystko stanowi wyraz miłości własnej i chyba najważniejszej, biorąc pod uwagę, że bez jej istnienia nie jesteśmy w stanie pójść z miłością dalej – ani odbierać, ani dawać. To tak jak z maseczką tlenową w samolocie – najpierw ja, potem mój towarzysz podróży, nawet jeśli jest nim dziecko. Czasem to sobie ot tak jest w kimś i bujnie rozkwita, cokolwiek przygaśnie czasem, ale jest. A czasem tego się trzeba od zera nauczyć. Łatwym i przyjemnym krokiem w tym kierunku jest  pielęgnacja, bo wymusza kontakt ze sobą, obserwację własnych reakcji i pieszczotę. Rozmawiałam o tym z Alex przy okazji spotkania z cyklu Phenomenalne mamy, tworzonego wspólnie z bliską nam marką kosmetyczną Phenomé. Dotknęłyśmy też tematu słuchania muzyki elektronicznej, gdy ulewa za oknem, gotowania, któremu Alex poświęca wiele czasu, i malowania, do którego niebawem powróci. Proszę bardzo.

*

Jaki masz rodzaj skóry? Czy zmieniła się o jotę, odkąd zostałaś mamą?

Mam skórę jak pergamin, wrażliwą z tendencją do przesuszania się, ale przeważnie nie mam z nią żadnych problemów. Nie zauważyłam, żeby się zmieniła w ciąży i po porodzie. Na pewno dużo bardziej o nią dbam, bo odnalazłam miłość do siebie. Od zawsze jestem typem minimalistki w pielęgnacji.

Co robisz ze sobą rano? 

Rano mam swoje święte 1,5 godziny. Lewko budzi się przynajmniej trzy razy w nocy i mój chłopak Piotrek przejmuje go o 7 rano. Chłopaki mają swój czas, a ja odsypiam noc. Potem budzą mnie na śniadanie. Rano lubię wziąć szybki prysznic. Teraz używam do ciała tych samych kosmetyków co Lewko, a twarz najchętniej myję olejkiem i wklepuję krem nawilżający, robiąc przy okazji masaż. I to koniec! Całość, jeśli nie zalegnę w wannie utopiona we własnych myślach, zajmuje mi około 10 minut.

A wieczorem?

Wtedy poświęcam sobie trochę więcej czasu. Lubię moczyć się w wannie nawet dwie godziny z maseczką i serialem.

Jak szybko po porodzie wróciłaś do pracy modelki?

Po trzech miesiącach. Dziewczyny z The Odder Side zaprosiły mnie wtedy z Lewkiem. Jak pracowałam, on pięknie spał w wózku lub bawił się Tsurushi Bina, tradycyjną zawieszką z Kioto, przywiezioną z Japonii przez Brygidę z The Odder Side. Lewko to bezproblemowy chłopak. Lubi ludzi i jest ciekawy nowych wrażeń. Na sesji z Łukaszem Pęcakiem zasnął na środku studia na styropianowej blendzie.

Jak myślisz, co spowodowało, że tak prędki był to powrót i tak łatwy w gruncie rzeczy? Obyło się bez płaczów, dramatów i wyrzutów sumienia.

Bycie mamą dało mi spokój i wielką radość, a to po prostu widać na twarzy. Myślę, że dlatego też kariera wielu dziewczyn zaczyna się wraz z macierzyństwem.

To ciekawe zjawisko, bardzo pozytywne. Co twoim zdaniem sprawia, że coraz więcej modelek decyduje się na dzieci, nie myśląc, że to definitywnie kończy karierę?

Nie wiem, czy pokusiłabym się o szczegółową analizę tego zjawiska. Modeling jest dla mnie po prostu pracą i choć uwielbiam uczestniczyć w projektach i czuję się świetnie przed aparatem, to jednak nie żyję tym. Nie mam zbyt wielu koleżanek modelek. Moja agencja Rebel jest zdania, że dziewczyny lepiej pracują po ciąży, mają większy dystans. Po sobie też widzę, że jest inaczej, lepiej, łatwiej.

Zanim się spotkałyśmy, zrobiłam sobie gruntowny przegląd twoich zdjęć i powiem ci, że bardzo podoba mi się twoja śmiałość zmiksowana z niewinnością, mogłabyś być rycerką! Wszystkich przekonanych o twojej kruchości powaliłabyś mieczem w try miga. Opowiesz troszkę więcej o cielesności, jak ją oswajałaś, jak traktujesz swoje ciało?

Moja rodzina jest dość wyluzowana w kwestii cielesności. Jako dziecko kąpałam się z babcią w wannie, moja mama wybierała dzikie plaże, gdzie wszyscy mogliśmy biegać nago. Nagość jest dla mnie wolnością!

Żeby tak czuć, musisz siebie choć troszkę kochać. Zdradź proszę, jak tę miłość budowałaś? Czy budujesz ją w oparciu o samą siebie, czy innych?

Nadal uczę się kochać siebie bezwarunkowo (śmiech). Według mnie to praca na całe życie, bo gdzieś za rogiem zawsze czai się zwątpienie. Ale to bardzo zależy od charakteru.

Czy macierzyństwo w tym pomaga czy przeszkadza?

Odkąd zostałam mamą, na pewno czuję się ze sobą dużo lepiej. Jestem szczęśliwa, bardziej odważna, lepiej zorganizowana. Coś, co kiedyś zajęłoby mi miesiąc, robię w parę dni. A to bardzo ważne odkrycie po latach depresji i paraliżującego lęku. Zanim pojawił się Lewko, przeszłam terapię, w trakcie której dałam sobie szansę na miesięczną przerwę od życia. Schowałam się w Krakowie, u babci. Mama mojej mamy to cudowna kobieta. Dzień zaczyna o 6 rano od wrzątku, medytacji i powitania słońca. Weszłam w jej rytm, bardzo dużo rozmawiałyśmy. W tym czasie dużo malowałam, wyplatałam z wikliny, lepiłam z gliny i prowadziłam głośny dialog ze sobą i ludźmi, do których miałam żal i których chciałam przeprosić. Teraz mam więcej motywacji do samorozwoju również w kwestiach zawodowych. Chcę uczyć się dalej filmowej korekcji koloru i może w przyszłości pracować w zawodzie kolorysty. Mam także plan dokończyć kurs prawa jazdy (śmiech).

Jesteś zuch. Zuch, który ma na składzie imponującą kolekcję winyli – chciałoby się tam zanurkować i przepaść. Czego słuchacie wspólnie z Lewkiem?

Lubię ciszę, ale to pozwala mi celebrować muzykę. Słucham muzyki w kontekście czegoś, np. Göttschinga w czasie burzy, Moderata najchętniej nocą, jadąc samochodem, kiedy światła wydobywają z ciemności mijane przez nas drzewa. Dla mnie muzyka akcentuje daną sytuację, ale nic nie przebije ciszy przyrody. Lewkowi puszczam klasykę, bardzo lubi Chopina i fortepian. A najbardziej, gdy moja siostra gra mu na pianinie.

Jaki on jest? Jak wam się razem żyje?

Lewko jest przede wszystkim radosny i ciekawski. Lubi jeść, lubi czarować uśmiechem i już wie, że jest w stanie nim wiele ugrać. Ostatnio odwiedziliśmy moich dziadków. Dziadzio ma bardzo dużo klasyki na winylach, więc wziął Lewka na „koncert”. Jak do nich dołączyłam, Lewko słuchał muzyki, krążąc po pokoju na rękach dziadzia, tak go kokietował. On rozbraja mnie drobiazgami. Sposobem, w jaki ostatnio jadł piasek na plaży w Dębkach, zachwytem w oczach po pierwszym spróbowaniu dyni. Strasznie się cieszy z życia i to bardzo wszystko ułatwia.

Sporo u ciebie książek kucharskich – lubisz gotować? Kto jest twoim mistrzem?

Moja mama świetnie gotuje, zawsze eksperymentuje, szuka nowych smaków i rozwiązań. Przywozi przepisy z podróży po świecie, a jeździ bardzo dużo. Teraz przeprowadza się na pół roku do San Diego, ciekawa jestem, czego się tam nauczy. Enchilada z przepisu mamy to jedno z moich popisowych dań. Ale gotowanie to nie wszystko, trzeba kochać jeść, a to zaszczepił we mnie Anthony Bourdain. Nie znam drugiej osoby, która by tak pięknie umiała cieszyć się posiłkiem. W Paryżu i San Francisco jadłam jego tropem z „No reservations”.

Piątka! Uwielbiałam go. Widzę, że przykładasz dużą wagę do jedzenia, traktujesz temat serio.

Jedzenie jest dla mnie najlepszym sposobem zapoznania się z kulturą krajów, które odwiedzam. Dlatego gdy w Korei pomieszkiwałam u mojej przyjaciółki i jadłam z jej rodziną, próbowałam wszystkiego, co było na stole, łącznie z domową zupą z psa. Jej teściowa nauczyła mnie robić kimchi i ostrą kimchi zupę z wołowiną, którą lata temu, na bożonarodzeniowych targach w 1500m2, serwowałyśmy z Julką Jędrzejewską pod szyldem Kimchi Panda.

Czy zdarza ci się czasem ukręcić z resztek prosty, domowy kosmetyk? Bawisz się w takie rzeczy?

Gdy gotuję, jestem bardzo skupiona i nie myślę o przetwarzaniu czegokolwiek na kosmetyki, ale resztki zbieram. Kości trzymam w zamrażalniku na rosół, obierki z warzyw przydają się do zup. Nawet pancerzyki krewetek mogą posłużyć jako baza bulionu.

W kątach mieszkania stoją niedokończone obrazy, kilka twoich prac wisi na ścianach. Znajdujesz czas na malowanie?

Zawsze malowałam i lepiłam z gliny. Nawet studiowałam na Uniwersytecie Ludowym Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej. Tam oprócz malarstwa i ceramiki, uczyłam się tkactwa, wikliniarstwa, rzeźby w drewnie i koronkarstwa. Teraz maluję głównie dla rozrywki, wcześniej częściej był to sposób radzenia sobie z uczuciami. Odkąd jest z nami Lewko, nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po pędzle. Zdecydowanie wygrywa maseczka i wanna. Ale ta potrzeba ekspresji twórczej bardzo we mnie narasta i mam nadzieje już w sierpniu zostawić na chwilę Lewka z którąś z cioć, żeby w spokoju pogrążyć się w pracy.

Wróćmy do pielęgnacji. Czy zdarza ci się chodzić z przyjaciółkami na masaże, zabiegi albo gimnastykę? Masz taki swój urodowy girl gang?

Razem z przyjaciółką i sąsiadką Adą staramy się organizować babskie wieczorki z maseczkami i malowaniem paznokci. Girl gang nadal się tworzy, długo za długo nie umiałam porządnie dbać o relacje z kobietami i dopiero odkrywam piękno tych więzi.

Czy twoje mama, babcia lub inna ważna kobieta przekazały ci wskazówki dotyczące dbania o twarz i ciało? 

Pielęgnacji nauczyłam się sama podczas podróży. Moja mama też jest pod tym względem minimalistką i raczej wpajała mi akceptację nagości i ogólny luz. Nie mam problemu z nieogoloną nogą (śmiech). Mama zawsze mówiła, że piękno płynie ze środka, że to połączenie pewności siebie, inteligencji i zgrabności w ruchu. Oczywiście ważne są detale i zadbane ciało. Na odmarznięte dłonie świetnie działa nawilżająca maseczka do twarzy. Skóra bez podkładu odwdzięcza się brakiem wyprysków i świecenia, a jak używam szamponu bez SLS-ów, to włosy nie potrzebują odżywek. Maluję się oszczędnie, bo według moich ulubionych makijażystek mniej znaczy więcej, co bardzo mi odpowiada. Głównie akcentuję kości rozswietlaczem i czasem musnę rzęsy tuszem.

Wymień twoje ulubione kosmetyki Phenomé.

1. NEW BORN bath emulsion – tworzy delikatną pianę, która nie szczypie w oczy, i jest bardzo wydajna. Włoski Lewka są po niej jedwabiste, a ma bujną czuprynę, przy której większość dziecięcych produktów 2w1 wymięka.
2. BLOSSOM therapeutic mask – ma piękny zapach róży i fajną, żelową konsystencję. Moja skóra jest po niej delikatna.

Alex przetestowała dla nas następujące kosmetyki marki Phenomé: BLOSSOM theraupeutic mask, PROTECTIVE body lotion SPF 15, NEW BORN bath emulsion, LUSCIOUS hydrating cream.

*

Rozmawiała: Dominika Janik
Zdjęcia: Lidka Dzwolak

Alex Mru Kijania – krakowianka, szczęśliwa mama 6-miesięcznego Lwa, którego wychowuje ze swoim chłopakiem Piotrkiem. Wolny duch i podróżniczka. Studiowała Rękodzieło Artystyczne, aktualnie modelka. W wolnym czasie czyta,
maluje i gotuje, a także stara się rozwijać swoje zainteresowania w kierunku filmowej korekcji koloru.

Instagram

Leave a comment 1 komentarz

  1. Terapia powinna być dofinansowywana i przede wszystkim większość ludzi powinni przestać myśleć o niej, jak o czymś, czego trzeba się wstydzić . Cieszę się, że Wasze bohaterki o tym mówią wprost, nie udają, że obudziły się któregoś ranka i tak zmieniło się ich życie. Autentyczne dziewczyny. Dziękuję za ten wywiad 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama