kolekcje, Moda

Yes Woman. No Waste.

Kobiecość, duchowość, siostrzeństwo, świadomość i wiedza, siła, wolność i szacunek – oto zaklęcia, które przychodzą mi na myśl po spotkaniu z marką Ace & Jig.

Po raz pierwszy pisałyśmy o nich trzy lata temu, trochę ukradkiem i epizodycznie, jako o elemencie pewnego trendu. Ale to, że historia powstania marki jest prosta, wcale nie działa na jej niekorzyść. Jak dla mnie to nawet lepiej – zero spisku. Wywęszyłam za to szczerość, zaangażowanie i jak najlepsze intencje dwóch dziewczyn, Cary Vaughan i Jenny Wilson, które spotkały się po raz pierwszy na studiach. Swoją znajomość odświeżyły i biznesowe partnerstwo zbudowały w 2009 roku, zaraz po urodzeniu dzieci – Alice i Jamesa, którzy poza tym, że dodali mamom pary do działania, zasugerowali też nazwę dla wspólnego projektu. Tak się zaczyna opowieść pod tytułem Ace & Jig.

 

Dla urzędujących na Broklynie i w Portland projektantek znaczenie ma zrównoważona produkcja, najwyższa jakość bawełnianej przędzy, farbowanej tradycyjnymi metodami przez hinduskich rzemieślników, godziwe warunki pracy oraz ponadczasowość kolekcji, pięknych zawsze – i teraz, i za milion lat. Przemysł odzieżowy plasuje się jako drugi na liście najbardziej szkodliwych dla środowiska, zaraz za petrochemicznym. Dzieje się tak z uwagi na ilość wody i toksycznych barwników zużywanych przy produkcji, oraz sezonowość i marnotrawstwo, związane z wyrzucaniem zarówno znoszonej albo znudzonej tkaniny, jak i samych szwalnianych ścinków. Pomyślelibyście, że od 10% do 30% z każdego metra tkaniny ląduje w śmietniku? Dziewczyny z Ace & Jig robią więc wszystko, by po uszyciu zaprojektowanych przez nie ubrań zagospodarować każdy skrawek.

Szyją ubrania dla dzieci, girlandy i obłędne patchworkowe szale, a przy tym przekazują resztki tkanin szkołom krawieckim i artystom, z którymi nieustannie kolaborują, jak Pauline Boyd, Milena Silvano czy Janelle Pietrzak. A jeśli pozostaną skrawki skrawków, poddają je recyklingowi. To pokazuje, jak bardzo serio podchodzą do tematu zero waste, i że to nie jest wyłącznie marketingowy trik. Za to szacunek.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

I jeszcze słówko o nowej kolekcji. Sznurowane pantofle i loafersy z frędzlową grzywką, pomarszczone skarpetki, szerokie spodnie z podwyższona talią i spódnice za kolano, szelki, warstwy i paski – ach, w głowie się może zakręcić od tych wspaniałości. Patrzę na lookbook jesienno-zimowej kolekcji i na usta ciśnie mi się gromkie: Tak, to są ciuchy, które chcę nosić! Wszystko, od A do Z, bez wyjątku.

 

Ta lansowana przez Ace & Jig rosła i pięknie zbudowana kobieca sylwetka, z podkreśloną talią i ramionami, z wysmuklajającymi fasonami, przemawia do mnie ładnym, finezyjnym językiem, głaszcze z włosem i dodaje do tych wszystkich estetycznych pieszczot smoking w pepitkę. I filozofię wspólnych spotkań, ucztowania, wielogodzinnego, przyjacielskiego czilowania i gadulstwa. I wtedy już wiem, że przepadłam z kretesem. Miłość na zawsze.

 

Strona internetowa/Facebook/Instagram

PS Sprawdźcie też nową polską markę, piękną, dziewczyńską, funkcjonującą – podobnie jak amerykańskie poprzedniczki z Ace & Jig – na zasadzie zero waste. Nalu Bodywear, istne cacuszko.

*

Tekst: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama