Rozmowa, spotkanie

9 grudnia

Był kiedyś taki zupełnie przeciętny film z Jimem Carreyem o tym, jak się zmienia jego monotonne życie, kiedy w sytuacjach, gdy odruchowo odpowiedziałby nie, zaczyna mówić tak. I faktycznie, dni zaczynają mu się mienić kolorami, przychodzi miłość i szczęście. Zgoda wymaga odwagi, ale za to ma w sobie jakiś pozytyw i jest w niej zaklęta potrzeba zmiany na lepsze.

Ta potrzeba rządzi wyborami Agi, mamy Odessy i jednej z pierwszych bohaterek naszego cyklu o emigrantkach. Gdzie się nie uda, czego nie dotknie – zawsze tkwi w tym dobroduszny kontekst albo czuła intencja. Dlatego kolejny rok z rzędu, przeznaczamy dla niej miejsce w naszym adwentowym kalendarzu, pasuje tu jak ulał.

Tym razem Aga wpadła na myśl przemienienia domowej graciarni, która bywa też biurem jej partnera, na pokój dziecka. Powiemy wam w sekrecie, że proces adopcyjny ma się już ku końcowi, a wszyscy starzy domownicy wyczekują nowego z wypiekami na twarzy. Co za radość będzie, gdy do nich przybędzie!

***


Opowiedz o twoich świątecznych wspomnieniach z dzieciństwa.

Z dzieciństwa najlepiej pamiętam świąteczne jedzenie. Garnki wystawione na balkon, bo nie było miejsca w lodówce. Ciocie w kuchni do późnych godzin. Ach, te cudowne zapachy jedzenia i choinki prosto z lasu!

Ja uwielbiałam (i cały czas  uwielbiam) każdą polską wigilijną potrawę. Więc zawsze z niecierpliwością czekałam na pierwszą gwiazdkę, bo dopiero wtedy można było usiąść do stołu.  Do tej pory pamiętam kolejność podawania potraw: zaczynaliśmy od śledzika, potem barszcz i uszka, bigos, łazanki, kompot…. no i oczywiście karp. Na koniec mój ukochany makaron z makiem. A potem zaczynały się ciasta. A polskie ciasta są najlepsze na świecie i to jest fakt!

Pamiętam też siano pod obrusem, wujka przebranego za Mikołaja, przed którym każde dziecko w rodzinie musiało wyrecytować wierszyk albo zaśpiewać piosenkę. Ja regularnie męczyłam „Wpadła gruszka do fartuszka” (śmiech). I oczywiście dom pełen dzieciaków. Ja jestem jedynaczką, więc kuzynki i kuzyni to była zawsze największa atrakcja świąteczna. Razem budowaliśmy domki z wielkich fotelowych poduszek u dziadków w domu. Raz nawet znaleźliśmy ukryte przez dziadka w fotelu dolary! (śmiech)

Za to słabo pamiętam prezenty, zdecydowanie bardziej byłam zainteresowana jedzeniem.

 

Jak wspominasz zeszłoroczne święta?

 

Tutaj w Anglii moje święta wyglądają zupełnie inaczej, bez większych tradycji, bez siana pod obrusem, za to z nudnym indykiem na stole. Nie ukrywam, że przez pierwsze lata na obczyźnie, w tym okresie czułam się rozczarowana i tęskniłam za domem.

Odkąd mam Odessę, sama staram się zatroszczyć o  świąteczną atmosferę i tworzyć nasze małe świąteczne tradycje. Co roku np. chodzimy w tym czasie do teatru. Dla mnie ważne w święta jest to, żeby się czuło, że są święta! Żeby było trochę inaczej, niż zwykle. Lubimy z Odessą dekorować dom, staramy się też częściej usiąść razem do stołu, porozmawiać na spokojnie. Często w okresie świątecznym włóczymy się wieczorami po Londynie, oglądamy świąteczne dekoracje, odwiedzamy markety. W zeszłym roku święta spędzaliśmy w angielskim pubie z przyjaciółmi. Prosto, ale fajnie, bo razem.

 

img_4935a

img_4897a

 

 

Co jest dla Ciebie w tym szczególnym czasie najważniejsze?

Pomimo całorocznych stresów, niepotrzebnych kłótni, niezapłaconych rachunków i tego, że znowu nie schudłam, zawsze jestem wdzięczna losowi, że mam z kim ten czas dzielić.  Jestem wdzięczna za mój dom, za  moje uśmiechnięte dziecko, za mojego faceta i za te cudowne chwile, kiedy wszyscy razem leżymy w łóżku, a Tim czyta nam książki. Za wszystkich fajnych ludzi dookoła i za tych, którzy są trochę dalej. To jest okres, w którym nie skupiam się na tym, czego nie mam, ale na tym, co mam.

 

img_4709a

 

Od dłuższego czasu odczuwam też smutek i niepokój, obserwując świat dookoła mnie. Często z Timem złościmy się (delikatnie mówiąc), słuchając porannych wiadomości w radiu. Czasami płaczemy. Dużo dyskutujemy, udzielamy się politycznie. Chodzimy na manifestacje. Coraz ciężej jest się nie angażować.

Zdaję sobie też sprawę, ze ta nasza złość, nasze emocje niewiele zmieniają. Więc zamiast krzyczeć na radio, w tym roku stwierdziliśmy, że musimy coś zrobić. Że nie chcemy przejść przez życie, skupiając się wyłącznie na własnym komforcie. Że nie tak chcemy wychować naszą córkę. Zamiast kolejnego wykładu na temat tolerancji i życzliwości wobec innych, chcemy pokazać Odessie, co to tak naprawdę znaczy.

 

W jaki sposób chcecie to zrobić? Czy to jest właśnie inspiracja, którą  przygotowaliście dla nas do naszego kalendarza adwentowego?

 

Zgadłaś! Z okazji nadchodzących świat chciałam podzielić się decyzją, którą podjęliśmy jako rodzina. To jest nasz mały, ale jednocześnie duży rodzinny projekt (śmiech). Zacznę od tego, że finansowo mamy raczej niewiele. Tak jak większość ludzi dookoła nas, ledwo płacimy za wszystkie rachunki. Mieszkamy w bloku, nasze dziecko chodzi do państwowej szkoły. Ale ale! Mamy jedną ważną rzecz – wolny pokój, który Tim naiwnie nazywa swoim biurem. Dla mnie pełnił rolę piwnicy, z rowerem i z torbami niepotrzebnych rzeczy, z którymi rozstać się nie mogę.

 

img_4859a

img_4698a

 

I ten pokój mnie już od dawna męczył. Że tak się marnuje, że taki bałagan, że szkoda. I gdzieś czułam, że ten właśnie pokój odegra ważniejszą rolę, że trzeba o niego zadbać, bo on powinien być czyimś pokojem. I tak właśnie podczas jednego z porannych spacerów z naszym psem zapytałam Tima, czy widzi w naszym życiu i domu miejsce dla jeszcze jednego dziecka.

 

img_4995a

 

I Tim powiedział TAK. A potem Odessa powiedziała TAK – w swoim imieniu i w imieniu naszych zwierząt. I tak zaczął się projekt Rodzina Zastępcza (Foster Family). Nagle zamiast słuchać radia rano, musiałam wypełniać super długie formularze. Zaliczyliśmy też z Timem intensywny kurs, na którym mieliśmy okazję poznać różnego rodzaju możliwe scenariusze – dlaczego dzieci trafiają do rodzin zastępczych, jakie mają problemy, kto im pomaga.

Bardzo dużo rozmawialiśmy z Timem o tym, jak wiele się zmieni, co ryzykujemy i co może się wydarzyć. Najważniejsza oczywiście jest Odessa – jak to na nią wpłynie, czy sobie z tym poradzi i jak możemy ją wesprzeć. To były długie i trudne rozmowy, ale też utwierdzające nas w naszej decyzji.

Jak wszystko dalej dobrze pójdzie, będziemy mieć dziecko w naszym domu wczesną wiosną. Ja, jak hormonalna matka w ciąży, zaczęłam wić gniazdo, za to biuro Tima zostało zlikwidowane w ciągu jednego dnia – torby odłożonych rzeczy wylądowały w charity shops.

Odessa zaskoczyła mnie wrażliwością i dojrzałością. Powiedziała mi raz: „Mama, pamiętaj, że to dziecko może być przestraszone i nieśmiałe na początku. Musimy być cierpliwi.”Przygotowała też torbę zabawek, którymi chce się podzielić. Powiedziała też, że to dziecko ma szczęście, że będzie mieszkało z nami, bo Betty (nasz cocker spaniel) kocha dzieci i na pewno się nim lub nią zaopiekuje.

 

img_4722a

 

 

I jak tak sobie słucham mojego dziecka, pomimo tego, że wiem, że nie będzie łatwo, myślę sobie – będzie dobrze. Bardzo się cieszę i cierpliwie czekam. I mam nadzieję, że w następne święta napiszę w kalendarzu, jak nam się żyje w czwórkę.

 

Leave a comment 4 komentarze

  1. Czytam dopiero teraz (styczeń) ale to najpiękniejsza Świąteczna rozmowa w moim życiu!
    Słowa, które pomagają zmienić spojrzenie na świat. Podniośle ale szczerze:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama