fotorelacje, inspiracje, Podróże

3 grudnia

Kalendarz świątecznych inspiracji, dzień trzeci. Nadstawcie uszu, a najlepiej zamieńcie się w słuch, bo mówić będzie Sonia, autorka bloga Mary w plecaku. A Sonia mówi mądrze, śpiewnie, potoczyście. O tym, że Święta można urządzić sobie w najdalszym zakątku świata, a za choinkę posłużyć może z powodzeniem moskitiera, zawieszona nad dziecięcym łóżeczkiem. Albo gałązka.

Sonia, Marcin i Marysia nadają prosto z Egiptu. Przesyłają nam swoją relację z pustyni, po przebieżce po kolumnowym lesie, zakwitającym wśród tamtejszych świątyń. Tam to dopiero można poczuć się malutkim (to też jest czasem bardzo potrzebne, bo pomaga nabrać dystansu!), takim źdźbłem trawy, kamykiem toczącym się po chodniku, który wcale nie musi mieć wszystkiego zaplanowanego od A do Z. Może odpuścić realizowanie nie swoich planów i pobawić się w improwizację. Oto opowieść Sonii, proszę bardzo – można się inspirować.

***

Czym są dla Was Święta? 

Nie jesteśmy najlepsi w celebrowaniu Świąt. My raczej uciekamy od świątecznego pędu, spędzamy ten czas daleko od Polski i jeszcze dalej od klimatów, które można by nazwać świątecznymi. Jednak czy to w Nepalu, w Bangkoku, czy na Sri Lance zawsze święta mamy – odkładamy pracę, telefony, pakujemy mały bagaż i robimy wycieczkę w odludne miejsce. Wcześniej również robimy własną choinkę, z własnymi ozdobami. Zdarzyła nam się choinka z bambusowych gałązek ozdobionych chińskimi lampionami, z moskitiery rozwiniętej nad łóżkiem Marysi. Bo w Świętach najważniejsza jest dla nas pewna idea – bycia blisko, bycia razem, bez względu na to, jak wygląda twoja choinka i co jesz na wigilijną kolację.


Twoje świąteczne wspomnienie z dzieciństwa?

 

Makówki. Pochodzę ze Śląska, gdzie są one tradycyjnym świątecznym daniem. Gdy mama gotowała mak, z bratem dbaliśmy o resztę – rozłupywaliśmy orzechy, kroiliśmy je, segregowaliśmy bakalie, a ja potajemnie ukrywałam rodzynki, których nie znosiłam. Potem kroiliśmy słodkie bułki do makówek i grzanki do zupy z karpia. A robiąc to, mogliśmy siedzieć z mamą w kuchni, pośrodku wigilijnego zamieszania. No i dobrze pamiętam oczekiwanie na prezenty. Zawsze pojawiały się po wigilijnej kolacji, zawsze w momencie, kiedy mama zabierała nas do łazienki, by umyć ubrudzone rybą ręce. Tata uchylał okno i wtedy wlatywały one – anioły z prezentami. Tajemnicza sprawa. Kiedy wychodziliśmy z łazienki leżały już rozrzucone pod choinką, firanka powiewała w oknie i nigdy nie mogliśmy ich na tym przyłapać…


Bez czego nie wyobrażasz sobie świąt?

Bez naszej trójki. To najważniejszy świąteczny atrybut. Bo cała reszta może się ułożyć różnie, zwłaszcza przy naszym trybie życia. Tak więc najważniejsi jesteśmy my i świąteczna melodia, która gra nam w głowach.

 

ladnabebe_adwent_15 ladnabebe_adwent_16

 

Co przygotowaliście wspólnie w naszym kalendarzu adwentowym?

 

Chcemy zabrać Was na wycieczkę, wyrwać z domu i rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Uwielbiamy takie popołudnia – jesteśmy razem, mamy frajdę odkrywania i szukamy tematu na ciekawą lekcję dla Marysi. Taki cud edukacji domowej – jedna wycieczka i uczymy się geografii, biologii, historii. W ostatnich miesiącach mieszkamy w Egipcie, więc dominują lekcje historii, starożytnej kultury, architektury, z odrobiną etyki i estetyki. Taka edukacyjna bomba witaminowa. Tego dnia postanowiliśmy wsiąść na rowery, pokręcić się po pustyni i odnaleźć ciekawe miejsce na uboczu miasta.

 

ladnabebe_adwent_14

 

Trafiliśmy tutaj. Medinet Habu. Powitały nas dwa wielkie pylony, czyli olbrzymie mury ukrywające wejście do świątyni. Przy nich poczuliśmy się doprawdy malutcy, ale to częste uczucie podczas odkrywania starożytnego Egiptu. Były nie tylko wielkie, ale i piękne w swej ascetycznej formie, pokryte kolosalnymi płaskorzeźbami. Za nimi jak zwykle dziedziniec, a za dziedzińcem jak zwykle „las kolumn”. Marysia pobiegła do przodu, bo to część świątyń, którą uwielbia.

 

ladnabebe_adwent_1

ladnabebe_adwent_2 ladnabebe_adwent_8 ladnabebe_adwent_7 ladnabebe_adwent_5

 

Uwielbia też analizę hieroglifów i wszędzie wyszukuje skarabeusze. To święty robaczek dla starożytnych Egipcjan. Był symbolem ponownych narodzin. Chyba więc znaleźliśmy świąteczny motyw naszej wycieczki.

Szukając ukrytych świątyń, mogliśmy podglądać życie autochtonów. Ich codzienne zajęcia, niby zwykłe, ale równie interesujące, co skarby starożytności. Kobiety przeganiające stada baranów, dzieciaki na osiołkach, mężczyzn rozkładających dywaniki do modlitwy…

 

ladnabebe_adwent_10ladnabebe_adwent_13 ladnabebe_adwent_11

 

Zaś w domu wrażenia z pustynnej wycieczki przelaliśmy na papier. Wystarczy oprawić i będzie świąteczny prezent dla dziadków. Wesołych Świąt!

Leave a comment 2 komentarze

  1. Jak na kalendarz świątecznych inspiracji wyjątkowo nieświateczny jest ten wpis :/ Jedynie do czego inspiruje to do wycieczki do Egiptu, a przecież Święta to migoczące lampki, zapach choinki i pierniczków, robienie ozdób na choinkę, wspólne gotowanie, ozdabianie domu, wypad na jarmark bożonarodzeniowy, itd. Jest w czym wybierać, a do Egiptu zapriscie nas jak już nam zima zbrzydnie.

    1. Ola, masz rację, święta są w tym wszystkim, co wymieniłaś, i o tym tez będziemy pisać w kalendarz. ale przede wszystkim święta są – co zresztą piszą wszyscy w odpowiedziach na nasze pytania – w byciu razem, niezależnie od okoliczności przyrody, poglądów czy uprzedzeń. Chcemy pokazać, że można świętować także przy gałązce albo rozwieszonej nad łóżeczkiem dziecka moskitierze, na pustyni i na biegunie, w domu i na ulicy. Grunt, żeby byli przy nas bliscy. Co o tym myślisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama