Rozmowa, spotkanie

23 grudnia

Szopka od Pradziadka

Pierwszą szopkę zbudował dla wnuczek, drugą – dla synów jednej z nich. Trzecia zaś stała się mikołajkowym prezentem dla najmłodszych prawnucząt, 4,5-rocznego Gustawa i 2,5-rocznej Marianki, dzieci Pauliny, naszej redakcyjnej koleżanki. I to właśnie tę ostatnią chcemy Wam pokazać na przedostatniej kartce kalendarza świątecznych inspiracji.

Praca nad szopką zajmuje Panu Romanowi Filipowiczowi około roku. Z racji dźwięcznego nazwiska, ale też charyzmy i talentu, ten elegancki jegomość mógłby stać się jednym z bohaterów powieści Dostojewskiego.

Jeszcze studiując architekturę i malarstwo, zapragnął poszerzyć swoje horyzonty o rzeźbę. Losy jego rodziny ułożyły się tak, że na tę rzeźbę nie starczyło już czasu, ale Pan Roman marzenia nigdy nie porzucił. Za dnia, z powodzeniem projektował budynki i malował akwarele, wieczorami tworzył figurki, m. in. kopciuszka i syrenek warszawskich w czterech odsłonach, jednej na każdą porę roku. W międzyczasie powstawały bożonarodzeniowe szopki. Zawsze ciut inne, radujące i rozkochaną w przyrodzie dziewczynkę, i chłopczyka z konstruktorskim zacięciem.

This slideshow requires JavaScript.

Obecnie pradziadek pracuje nad domkiem dla lalek, wymarzonym prezentem na 3 urodziny Marianki. Posłuchajcie jego świątecznej opowieści.

***

 

Czym są dla Pana Święta?

Roman Filipowicz: Ważnym czasem z rodziną, bez niesnasek i zaszłości. W tym czasie wszyscy powinniśmy być dla siebie szczerze dobrzy, żeby poczuć braterstwo w chwili dzielenia się opłatkiem.

Pamiętam pierwszą wigilię okupacyjną, wyjechałem do Międzylesia. Był tam mój kuzyn, który zdołał uciec z Brześcia i w ten sposób uniknął wywózki na Sybir. Pamiętam, jak poszliśmy razem do lasu pozbierać witki brzozowe na miotłę, żeby choć w niewielkim stopniu zaprowadzić w izbie świąteczne porządki. Kuzyn opowiadał mi wtedy o szkole plastycznej w Zakopanem, którą ukończył i o tym, że kiedyś wspólnie z innymi uczniami zbudowali szopkę. W tamtej chwili zakiełkowała w mojej głowie myśl, że też kiedyś chciałbym taką szopkę zbudować. I zbudowałem dla siebie szopkę z dykty, a gdy już trochę dojrzałem, pojawiły się wnuczki – skonstruowałem szopkę dla nich. A potem dla ich dzieci. Jestem z nich bardzo zadowolony.

 

Czy te trzy szopki różnią się bardzo między sobą?

RF: Szopka Pauliny i Marty była zbudowana z gałązek sosnowych, których nazbierałem w lesie.

Paulina Filipowicz: Wtedy było trudno o materiały. Wszystkie trzy szopki różnią się między sobą, bo były tworzone dla różnych odbiorców. W naszej szopce uwagę przykuwały piękne, duże zwierzęta. Było też mnóstwo pokręteł i silniczków elektrycznych.

RF: Tak, brałem je z składnicy harcerskiej. Drugą szopkę, dla synów Marty, zbudowałem z balsy, jest chłopięca, występuje w niej powstaniec. Za to trzecią wymyśliłem sobie jako kamienną grotę. Stanowi ona połączenie gustów Marianny i Gustawa. Dla Marianny: kaczuszki kapiące się w stawie, dla Gustawa okienko, przez które może przyglądać się mechanizmowi, dzięki któremu poruszają się postacie . Być może złapie konstrukcyjnego bakcyla.

 

Nie widzę innej możliwości. Powiedzcie jeszcze na koniec, bez czego nie wyobrażacie sobie Świąt?

P.F.: Wszystkiego może zabraknąć, ale nie człowieka.

R.F.: Tak, to czas z bliskimi.

***

zdjęcia: Kasia Rękawek 

Leave a comment 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama


Warto przeczytać